Zimowa opowieść o dobroci

Był mróz i delikatny śnieg sypał wokół domu Hani. Światełka na choince mrugały spokojnie, a w kuchni pachniało piernikiem. Hania założyła ciepłą czapkę i wyszła na ganek, bo lubiła patrzeć na zimowy świat.
Na płocie zza zaspy zobaczyła małego rudego ptaszka. Skulił się i drżał.
„Ojej, malutki, jesteś zimny” — szepnęła Hania.
Ptaszek tylko cichutko ćwierknął i schował główkę pod skrzydełko.
Hania pobiegła do domu. Mama pokroiła trochę piernika na malutkie kawałki. Dziadek znalazł małe pudełko i trochę suchych traw. Hania delikatnie ułożyła w pudełku miękką chusteczkę.
„Będzie mu tam ciepło” — powiedziała.
Hania przeniosła pudełko bliżej drzwi, żeby ptaszek nie był sam. Podała mu kawałek piernika i przykryła cieniutką skarpetką, żeby nie zmarzł. Ptasek zjadł, pociągnął się i wyglądał trochę spokojniej.
Noc zapadła. W oknie migotała gwiazdka. W domu wszyscy szeptali, żeby nie przestraszyć gościem. Ptaszek odpoczywał w swoim małym gnieździe i zaczynał rozgrzewać się powoli.
Rano Hania otworzyła drzwi. Na płocie siedział rudzik i śpiewał tak cicho, jak śnieg szeleści między drzewami. Przysiadł na chwilę obok Hani i jakby podziękował.
„Do zobaczenia, mały przyjacielu” — uśmiechnęła się Hania.
W nocy malutki rudzik rozgrzał się w nowym gnieździe, a w domu zrobiło się jeszcze cieplej od tej dobrej myśli.
Hania wróciła do kuchni. Mama podała jej ciepłą herbatę, a dziadek pomógł jej zawiesić małą dzwoneczkową zawieszkę na ogrodzeniu, żeby ptaszek miał znak, gdzie znaleźć przyjazne miejsce. Od tego dnia Hania często zostawiała na płocie okruszki i małe schronienia dla ptaków.
Śnieg nadal cicho padał, a Hania czuła, że jedno małe serce może rozgrzać wiele innych.







