Wróżka, która zgubiła skrzydełka

W małym ogrodzie mieszkała wróżka o imieniu Lila. Lubiła tańczyć na porannych kroplach rosy i śpiewać z motylami. Pewnego dnia, podczas zabawy w chowanego, Lila poczuła, że coś jest nie tak. Jej skrzydełka nie były już na miejscu. Zamarła na listku i patrzyła pod siebie.
— Gdzie są moje skrzydełka? — zapytała cicho.
Przykucnęła i zaczęła szukać. Przeglądała drobne trawy, zaglądała pod kamyk i nasłuchiwała. Czuła smutek, bo bez skrzydeł nie mogła już szybować nad kwiatami.
W pobliżu bawił się mały chłopiec o imieniu Jaś. Zauważył Lila i podszedł powoli.
— Co się stało? — zapytał.
— Zgubiłam skrzydełka — odpowiedziała Lila i zrobiła smutną minkę.
Jaś przyniósł lupę z kieszeni i zaczął szukać razem z nią. Wkrótce dołączyła wiewiórka Klek, która skakała po gałązkach i wąchała każdy zakamarek. Szukali pod liśćmi, przy kwiatach i w miękkim mchu. Każde podejście było spokojne i cierpliwe. Znaleźli drobne, świecące piórka tutaj i tam, a Jaś wskazywał miejsca, w które Lila nie spojrzała.
— Może skryły się w cieniu wielkiego liścia? — zaproponował Jaś.
— A może porwał je wiatr i przywiało do starego kamyka? — dodał Klek.
W końcu Klek zaszczekał cichutko i wskoczył na mały kopczyk mchu. Tam, schowane pod miękkim listkiem, błyszczały skrzydełka Lilki. Były trochę przybrudzone od rosy i przygięte, ale całe.
Jaś delikatnie odsunął listek. Lila uśmiechnęła się z ulgą. Ostrożnie przeczesała skrzydełka palcem, a Klek odnalazł maleńki patyczek, żeby je wyprostować. Gdy wróżka je założyła, poczuła lekkość w sercu.
Przyjaciele pomogli jej spokojem i czułością — i wtedy skrzydełka znowu zabłysły, a Lila uniosła się nad ogrodem.
Wszyscy cieszyli się razem. Lila podziękowała piosenką, a Jaś i Klek klasnęli w dłonie i łapki. Potem usiedli pod wielkim listkiem i patrzyli, jak słońce łagodnie kończy dzień.
Wieczorem Lila przycupnęła obok swoich przyjaciół i uśmiechnęła się jeszcze raz. Już nie bała się zgubić czegoś, bo wiedziała, że miłe ręce i dobre serca zawsze pomogą znaleźć drogę z powrotem.







