Uśmiechy między porankiem a wieczorem

Pewnego jasnego ranka Lena przeciągnęła się w łóżku i zajrzała pod kołdrę — obudził ją cichy śmiech kota, który spał na końcu łóżka. Wstała lekko i poszła do kuchni, gdzie mama mieszała kaszkę.
“Mamo, dasz mi uśmiech?” — zapytała Lena, stawiając stópki na palcach.
“Już masz,” — odpowiedziała mama i podała jej talerzyk z kaszką, uśmiechając się ciepło.
Lena postanowiła zbierać uśmiechy jak małe kamyczki. Miała mały słoiczek z kolorową nakrętką. Do każdego uśmiechu wkładała rysunek: uśmiech mamy — żółta gwiazdka, uśmiech kota — mały kotek z wąsikami.
Na spacerze spotkała sąsiada Tomka, który niósł ciężką torbę.
“Pomóc ci?” — zapytała Lena i wzięła torbę.
“To bardzo miłe,” — powiedział Tomek i uśmiechnął się szeroko. Lena narysowała dla niego uśmiech z zielonym serduszkiem i włożyła do słoiczka.
W parku Lena zobaczyła babcię siedzącą na ławce. Babcia wydawała się zamyślona i nie od razu się uśmiechnęła. Lena usiadła obok i pokazała jej swoją nową rysunkową książeczkę.
“Chcesz posłuchać?” — zaproponowała.
Babcia przytaknęła i zaczęła się śmiać cichutko przy obrazkach. Lena dodała dla babci różowy uśmiech do słoiczka.
Czasem jednak uśmiech nie chciał się zmieścić w słoiczku. Był za miękki, za cichy albo pojawiał się dopiero wtedy, gdy Lena podała rękę, przytuliła albo podzieliła się kanapką. Lena poczuła lekkie zmartwienie — myślała, że musi mieć wszystkie uśmiechy razem.
Siedząc na schodkach, trzymając prawie pełny słoiczek, Lena pomyślała i westchnęła.
Lena zrozumiała, że uśmiech rośnie, kiedy go dajesz dalej.
Następnego dnia zamiast chować uśmiechy do słoiczka, Lena rozdawała je innym: dawała kawałki ciasteczka, pomagała zawiązać buty, czytała krótkie bajki braciszkowi. Za każdym razem, gdy ktoś się uśmiechał, Lena sama czuła ciepło w sercu i rysowała małą gwiazdkę w notatniku, który trzymała przy łóżku.
Wieczorem, kiedy dom pachniał kolacją, a słońce złociło okna, Lena położyła notatnik obok poduszki. Mama pocałowała ją w czoło, a tata przyniósł lampkę z miękkim światłem.
“Jak minął dzień?” — zapytał tata.
Był to dzień pełen prostych gestów: pomoc, dzielenie, słuchanie i wspólne śmiechy. Wszystkie te małe chwile stały się większe, kiedy Lena dzieliła je z innymi.
Między porankiem a wieczorem mieszkało ich wiele — uśmiechy, które Lena nosiła w sercu i które rozdawała innym.
Lena zamknęła oczy. Kot mruknął przy jej stopach. W domu było ciepło i bezpiecznie. Jutro też znajdą się uśmiechy do zebrania — tylko nie w słoiczku, lecz w sercach wszystkich, którym Lena podała swoją dłoń.




