Uśmiech na przedszkolnym dywanie

Hania przyszła do przedszkola z małym plecaczkiem i wielkim uchem na świat. Usiedli wszyscy na miękkim przedszkolnym dywanie. Dzieci czekały na poranne powitanie. Hania patrzyła na koleżanki i kolegów, ale uśmiech jej zniknął.
Pani Ela usiadła przed nimi i zapytała ciepłym głosem:
– Co się stało, Haniu?
– Nie wiem — odpowiedziała Hania cicho. — Mój uśmiech wczoraj gdzieś zniknął.
Kuba pochylił się i podał Hani swój rysunek z żółtym słoneczkiem.
– Może słoneczko go odnajdzie? — szepnął.
Lena przyniosła pluszowego kotka.
– Kotek potrafi być miły — powiedziała. — Przytul go.
Pani Ela uśmiechnęła się i zaproponowała zabawę. Dzieci miały podać uśmiech dalej, jakby był ciepłym kocykiem. Każde dziecko brało uśmiech w ręce i dodawało coś miłego. Ktoś zrobił śmieszną minę, ktoś zaśpiewał cichą piosenkę, ktoś opowiedział śmieszny dźwięk kota.
– Ja spróbuję — powiedziała Hania i wzięła uśmiech. Przymknęła oczy. Pomyślała o słońcu z rysunku, o cieple pluszaka i o cichym śpiewie pani Eli.
Nagle na przedszkolnym dywanie pojawił się uśmiech Hani. Zrobiło się spokojnie i radośnie. Inni też zaczęli się śmiać cicho, bo uśmiechy lubią wracać, gdy ktoś je kogoś pocieszy.
– Dziękuję — szepnęła Hania i podała uśmiech dalej. Pani Ela przytuliła wszystkich na chwilę, a dywan wypełnił się spokojem.
Na dywanie znów zrobiło się ciepło i wesoło. Hania schowała uśmiech do kieszonki i wiedziała, że zawsze może go wyciągnąć, gdy ktoś poda jej rękę. I tak zaczęły się kolejne zabawy, pełne śmiechu i małych gestów dobroci.






