Tam, gdzie zawsze ktoś czeka

Hania miała mały plecak i wielkie buty do skakania. Tego ranka postanowiła pójść na poszukiwanie skarbów w ogrodzie i dalej, gdzie ścieżka prowadziła między drzewami. Słońce uśmiechało się przez liście. Wszystko pachniało trawą i kwiatami.
Na pierwszym skarbie znalazła złamany koralik. Potem usłyszała świergotanie i spotkała małego wróbelka, który zagubił drogę do gniazda. Hania delikatnie wzięła go na dłoń.
“Chodź, pomogę ci,” powiedziała cicho.
Wróbelek podfrunął, usiadł na gałązce i zaświergotał jakby dziękował.
Idąc dalej, Hania zobaczyła stary płotek i dziurę. Przez dziurę biegł krecik z zielonym listkiem na głowie. Hania podniosła listka i położyła go przy płotku.
“Może tu znajdziesz cień,” szepnęła.
Trochę się zmęczyła. Usiadła pod drzewem i spojrzała na dom w oddali. Zastanawiała się, czy ktoś ją zauważy, kiedy będzie wracać później. Wtedy przypomniała sobie, jak rano tata zaczesał jej włosy, a mama schowała do plecaka kanapkę. Pomyślała o piesku Puszku, który lubił przynosić buty, i o dziadku, który piecze ciasteczka z lukrem.
Hania wstała, wzięła koralik, poklepała wróbelka, przytuliła liść. Jej krok zrobił się pewniejszy. Po drodze spotkała sąsiadkę, która podlewała kwiaty.
“Znalazłaś coś ciekawego?” zapytała sąsiadka.
“Znalazłam przyjaciela,” odpowiedziała Hania i pokazała wróbelka.
Kiedy dotarła do domu, drzwi były uchylone. Puszek machał ogonem. Mama miała w ręku talerz z ciasteczkami.
“Haniu, jak było?” zapytał tata.
“Było dużo małych skarbów,” powiedziała Hania i podała koralik.
W domu zawsze ktoś czeka z uśmiechem i ciepłem, nawet po długim dniu poszukiwań. Puszek wskoczył na kolana Hani. Dziadek podał jej ciasteczko.
Najmilsze skarby to te, które dzielimy z innymi.
Hania ułożyła koralik obok poduszki. Zamknęła oczy i poczuła, że wszędzie, gdzie pójdzie, zawsze może wrócić tam, gdzie ktoś czeka.







