Smok, który nie lubił ognia

W małej dolince mieszkał smok o imieniu Felek. Był zielony jak liść i miał miękkie skrzydła. Lubił biegać po łące, wąchać kwiaty i bawić się z dziećmi z wioski. Miał tylko jedną rzecz, która go smuciła — nie lubił ognia. Gdy ktoś wspomniał o ogniu, Felek robił się czerwony jak jabłko i odwracał wzrok.
Inne smoki puszczały ogniste kółka i piekły chleb na płomieniu. Mówiono, że smok musi umieć ziać ogniem. Felek próbował, ale kiedy wydmuchiwał ciepło, jego pyszczek łaskotało i zaczynał kichnąć. Wtedy zwykle robiło się zabawnie, ale Felek czuł się inaczej.
Pewnego wieczoru w wiosce miał być festyn świetlny. Dzieci przyniosły kolorowe lampiony. Wszyscy czekali, że smoki je zapalą. Felek usiadł na brzegu i spuścił głowę.
„Felek, zapalysz nasz lampion?” — zapytała mała Hania.
„Nie chcę ognia” — odpowiedział cicho smok.
„To nic — może masz coś innego, co potrafisz?” — powiedziała Hania i uśmiechnęła się.
Felek pomyślał o porannych mgiełkach, które lubił rozganiać skrzydłem. Pomyślał też o tym, jak jego oddech bywał ciepły i pachniał ziołami. Zamknął oczy. Pomyślał spokojnie i wydmuchał powoli. Z jego pyszczka wyszły nie ogniste języki, lecz miękkie, świetliste kule — delikatne jak bańki mydlane, lecz świecące ciepłym światłem.
Felek dmuchnął i wyczarował miękkie świetliste kule, które unosiły się nad lampionami i rozpraszały noc jak małe gwiazdki.
Dzieci klasnęły w dłonie. Lampiony nie płonęły, ale ich papiery odbijały delikatne światło kul. Wszyscy mieli przytulne, spokojne światło. Nikt nie musiał się bać ciepła ognia. Ptaszek, który siedział na gałęzi, zanucił radosną piosenkę.
„Felek, to jest najpiękniejsze światło” — szepnęła Hania.
„Lubię je” — odpowiedział smok i uśmiechnął się szeroko.
Tego wieczoru Felek zrozumiał coś ważnego. Nie musiał być taki jak inni, by być potrzebny. Jego miękkie, ciepłe kule dały ludziom radość i poczucie bezpieczeństwa. Jeśli ktoś miał ochotę, Felek dzielił się światłem z każdym, kto go prosił.
Bycie sobą sprawiło, że Felek stał się bohaterem festynu — bez ognia, z samym sercem i ciepłem. I od tej pory Felek już się nie smucił, kiedy ktoś mówił o ogniu. Wiedział, że każdy ma swoją wyjątkową moc.







