Samolot, który lubił pomagać

Był sobie mały samolot. Nazywał się Piotruś. Piotruś bardzo lubił pomagać. Mieszkał na małym lotnisku niedaleko wsi. Każdego ranka witał słońce i chmurki. Lubił patrzeć, jak ludzie się uśmiechają.
Pewnego dnia mała Ania biegła po trawie z płaczem.
— Mój latawiec uwięzł w drzewie — powiedziała cicho. — Nie mogę go zdjąć.
Piotruś usiadł obok i pomachał skrzydłem.
— Chodź, pomogę — odezwał się łagodnie. — Pokaż mi, gdzie jest latawiec.
Ania wskazała palcem wysokie drzewo. Latawiec tkwił między gałązkami. Był kolorowy i kiwał się na wietrze. Piotruś pomyślał chwilę. Nie leciał wysoko jak duże samoloty, ale był zwinny i delikatny.
— Wzbiję się powoli — powiedział. — Będę bardzo ostrożny.
Piotruś poleciał wolno nad drzewem. Ptaki zaśpiewały mu na powitanie i odsunęły gałązki. Delikatnie uniósł latawiec pod skrzydłem. Ania patrzyła z nadzieją. Po chwili Piotruś opuścił się tak nisko, jak tylko mógł, i podał latawiec Ani.
— Dziękuję! — zawołała radośnie Ania. Jej oczy zabłysły.
Wszyscy się uśmiechnęli. Mechanik Tomek poklepał Piotrusia po skrzydle. Ptaki zaś jeszcze raz zaśpiewały.
Piotruś poczuł ciepło w sercu. Wiedział, że dobrze zrobił. Pomaganie było jego największą radością. Wieczorem, gdy słońce chowało się za chmurami, Piotruś zasnął spokojnie, marząc o kolejnych małych sprawach, w których będzie mógł pomóc.






