Samochodzik, który nie lubił się śpieszyć

Mały samochodzik mieszkał przy cichej uliczce pod dużym dębem. Rano budziły go śpiew ptaków i ciepłe promienie słońca. On nie lubił się spieszyć. Wolał toczyć się powoli i patrzeć na wszystko dookoła.
Każdego dnia mijał kolorowe kwiaty przy chodniku. Zatrzymywał się, żeby powąchać ich zapach. Zajadał się widokiem bawiących się dzieci. Kiedy inni pędzili dalej, on uśmiechał się spokojnie.
Pewnego poranka jego przyjaciel Śmigacz przejechał obok machając szybkim kierunkowskazem.
“Śmigaj z nami, będzie piknik!” zawołał Śmigacz.
“Nie dzisiaj” odpowiedział Mały samochodzik. “Chcę po drodze popatrzeć na jabłonie.”
Gdy jechał wolniej, usłyszał ciche miauczenie. Pod drzewem siedział mały kotek, który zgubił się i nie wiedział, gdzie jest dom. Mały samochodzik podjechał powoli, żeby go nie przestraszyć. Ptasek przysiadł na kierownicy i wskazał ogonkiem drogę do małego płotu, przy którym mieszkała dziewczynka z błękitną kokardką.
“Chodź ze mną” powiedział samochodzik.
Kotek wskoczył delikatnie na maskę i obaj pojechali dalej wolnym tempem. Dziewczynka zobaczyła ich z daleka i zaczęła się bardzo szeroko uśmiechać. Kotek pobiegł do jej kolan. Dziewczynka poklepała samochodzik po dachu.
“Dziękuję” wyszeptała. “Jesteś bardzo miły.”
Mały samochodzik ruszył dalej. Po chwili zobaczył starego pana, który szukał zgubionego kapelusza. Zatrzymał się obok i pomógł popatrzeć pod krzewami. Dzięki temu znalazł kapelusz, schowany za kamieniem. Pan podziękował uśmiechem i machnął na pożegnanie.
Gdy dotarł na piknik, wszyscy już się ustawiali na kocu. Śmigacz czekał i klaskał oponami, bo nie mógł uwierzyć, że Mały samochodzik znalazł tyle rzeczy po drodze. Dzieci opowiadały o kotku i o kapeluszu. Wszyscy przyjęli go z radością.
Słońce zaczęło się chylić za drzewami. Ludzie pakowali kosze. Mały samochodzik zapalił małe światełka i powoli wrócił do domu. Ptasek usiadł na antenie i nucił cichą piosenkę.
Bycie powolnym pozwoliło mu zobaczyć więcej i pomóc innym. Mały samochodzik zasnął pod dębem z uśmiechem na reflektorach, wiedząc, że jutro znowu pojedzie tak, jak chce — spokojnie i z sercem otwartym na świat.







