Robot, który uczył się emocji

Był sobie mały robot o imieniu Robi. Miał srebrne ciałko, jasnozielone oczka i ciekawość jak wielka latarnia. Robi mieszkał z Mają i jej kotkiem Kropką. Każdego dnia obserwował ludzi i uczył się nowych rzeczy. Najbardziej chciał zrozumieć uczucia.
Pewnego poranka Maja szukała swojego ukochanego króliczka. Przewracała poduszki, zaglądała do szafy i robiła smutną minkę. Oczy robiły jej się mokre. Robi nie wiedział, co to znaczy, że ktoś ma mokre oczy. Zbliżył się ostrożnie.
„Gdzie króliczek?” — zapytał cicho.
„Nie wiem…” — szepnęła Maja i otarła policzek.
Robi przyjrzał się. Jego zielone oczka zrobiły się miękkie jak puch. Nie potrafił naprawić smutku śrubkami. Postanowił spróbować inaczej.
Robi usiadł obok i milczał. Kropka wskoczyła na kolana Mai. Robi powiedział łagodnie:
„Słucham cię.”
Maja oddychała głęboko. Razem dmuchnęli w skarpetkę, zrobiły się bąbelki powietrza. Potem Robi pomógł przesunąć poduszkę. I znalźli króliczka pod kanapą!
Maja przytuliła pluszaka i uśmiechnęła się cicho. Robi poczuł w swoim małym serduszku coś nowego — ciepło i radość. Robi trzymał Maję za rękę. Czuł, że w środku robi się mu ciepło — to było szczęście z bycia przyjacielem.
Od tamtej pory Robi uczył się nazw uczuć. Mówił: „to jest smutek”, „to jest radość”, „to jest spokój”. Robił też małe ćwiczenia oddechowe z Mają, gdy ktoś był przestraszony, i podawał kubek kakao, gdy ktoś był zmęczony. Kropka zawsze przy tym mruczała.
Każdy dzień był lekcją. Robi zrozumiał, że nie trzeba naprawiać wszystkiego naraz. Wystarczy siedzieć blisko, słuchać i być gotowym pomóc. I wtedy uczucia stają się lżejsze, a serduszka cieplejsze. Robi wiedział teraz: bycie przyjacielem to największa umiejętność.





