Przyjaciel z błękitnej wody

Hania lubiła siadać na kamieniu nad małym jeziorkiem. Woda była taka błękitna, że wyglądała jak niebo, które postanowiło się położyć. Hania miała mały papierowy żaglowiec. Delikatnie go stawiała na falce i patrzyła, jak płynie.
Pewnego popołudnia wiatr kopnął żaglowiec wśród grążeli. Żaglowiec zniknął pod liśćmi. Hania spuściła głowę i poczuła, jak robi się jej smutno.
Nagle z wody wyskoczyła mała, błękitna rybka. Miała oczka jak dwa koraliki i uśmiech, który błyszczał.
— Cześć — bąknęła rybka jakby pęcherzyk powietrza przemówił.
— Cześć — odpowiedziała Hania i przetarła oczy. — Mój żaglowiec.
— Pomogę — powiedziała rybka i zanurkowała.
Rybka popychała liście, tupiąc ogonkiem jak mały silniczek. Inne rybki podpłynęły i razem stworzyły ruch, który poruszył żaglowcem. Liście odsunęły się jak ręka, która robi miejsce. Papierowy statek wypłynął spokojnie na otwartą wodę.
Hania uśmiechnęła się szeroko i wyciągnęła rękę. Dotknęła brzeg żaglowca i poczuła ciepło popołudnia.
— Dziękuję — szepnęła.
— Lubię bawić się z tobą — odpowiedziała rybka.
Zaczęli grać. Hania stukała palcem po wodzie, a rybka odbijała się w rytm małych fal. Kiedy Hania zaśpiewała cicho piosenkę, rybka zatańczyła w kółko. Żółta żabka obserwowała z liścia i przytupywała nóżką jakby klaskała.
Mama zawołała cicho z drogi: — Haniu, czas iść do domu.
Hania spojrzała na rybkę. Nie chciała odchodzić. Rybka zakręciła się raz jeszcze i zostawiła przy wodzie mały, gładki kamyk. Hania wsunęła go do kieszeni.
— Do jutra? — zapytała cicho.
Rybka skinęła ogonkiem jakby powiedziała tak.
Od tego dnia Hania wiedziała, że przyjaciel może pojawić się nawet w błękitnej wodzie.
Hania poszła do domu z mokrymi włosami i kamykiem w kieszeni. Wieczorem, zanim zasnęła, pomyślała o rybce i uśmiechnęła się. Wiedziała, że jutro znów usiądzie na kamieniu i znów ktoś z wody będzie czekał na zabawę.






