Poranek bez pośpiechu

Hania budzi się jeszcze przytulona do poduszki. Słyszy ciche tykanie zegara. Zamiast skakać z łóżka, przeciąga się powoli i uśmiecha. Mama wchodzi do pokoju z kubkiem ciepłego kakao.
— Dzień dobry, skarbie — mówi mama. — Spieszymy się dziś?
Hania potrząsa głową i bierze głęboki oddech. Chce spróbować czegoś nowego. Dzisiaj pójdzie do przedszkola bez pośpiechu. Najpierw je śniadanie. Pokruszone płatki chrupią spokojnie. Puszek, mały kotek, mruczy przy krześle.
Potem Hania siada na krześle i zakłada skarpetki. Próbuję węzła w bucikach. Jeden supeł robi się zbyt ciasny. Zamiast się denerwować, Hania liczy do trzech i rozplątuje go powoli. Mama pomaga zagrać melodię, żeby było raźniej.
W drodze do przedszkola Hania maszeruje wolnym krokiem. Zatrzymuje się przy drzewie, żeby powąchać kwiaty. Małe krople rosy błyszczą na liściach. Spotyka Jasia, który niesie pudełko z farbami. Pudełko kiwa się i kilka kredek wypadło.
— Ojej — mówi Jaś. — Już się zmartwiłem.
Hania kuca i podnosi kredki. Podaje Jasiowi szczęśliwym głosem:
— Proszę, pomogę.
Jaś się uśmiecha. Idą razem dalej. Nikt się nie śpieszy. Śmieją się z Puszkiem, który próbuje złapać liść tańczący na wietrze.
Przedszkole stoi cicho i przyjazne. Pani Ania otwiera drzwi i woła:
— Dzień dobry, Haniu! Dzień dobry, Jasiu!
Hania pokazuje Pani Ani listki, które znalazła po drodze. Pani Ania kładzie je na stoliku, a dzieci robią małą wystawkę z darów poranka.
Hania czuje ciepło w brzuchu. Była spokojna. Pomogła koledze. Miała czas, żeby zobaczyć piękno wokół siebie. Powoli też można zdążyć i jeszcze mieć czas na uśmiech.



