Pociąg, który nie lubił się spieszyć

Był raz mały, powolny pociąg o imieniu Tuliś. Tuliś jeździł po zielonej dolinie. Lubił patrzeć na drzewa i chmury. Lubił słuchać śpiewu ptaków. Nie lubił się spieszyć.
Na stacji była dziewczynka Zosia. Miała koszyk z jabłkami. Chciała odwiedzić babcię. Obawiała się, że pociąg będzie bardzo szybki. Inni też stali i patrzyli na tory.
Pan Konduktor uśmiechnął się do Zosi.
„Spokojnie,” powiedział.
„Tuliś lubi jechać wolniej.”
Tuliś przyjechał cichutko. Nie trąbił głośno. Otworzył drzwi powoli. Ludzie wsiadali spokojnie. Mały kot Mruczek wskoczył ostatni. Nikt się nie spieszył.
W drodze Zosia zobaczyła motyla na płocie. Pociąg zwolnił, żeby motyl mógł odlecieć. W oknie pani Asia wysmarowała kanapkę dla chłopca, który zapomniał zabrać śniadanie. Pan Konduktor pomógł mu wygodnie usiąść. Tuliś potrafił czekać, aż wszyscy będą gotowi.
„Czy nie będzie za późno?” zapytał jeden pan.
„Nie sądzę,” odpowiedziała Zosia.
„Lepiej popatrzeć na łąkę niż biec bezmyślnie.”
Tuliś wiózł pasażerów przez most nad rzeką. Woda błyszczała jak lusterko. Dzieci kiwały głowami i śmiały się. Starsza pani wyjęła z torebki kwiaty. Zosia podała jabłko kotkowi Mruczkowi. Na stacji obok parku wysiedli turyści i zaczęli spacerować powoli.
Kiedy dotarli do końca trasy, na rynku zaczynał się mały festyn. Były balony i stanowiska z zabawkami. Ludzie mieli czas, żeby rozłożyć koc i usiąść. Nikt nie biegł. Wszyscy dotarli spokojnie i uśmiechnięci.
Pan Konduktor pomachał do Tulisia.
„Dziękujemy, że nie śpieszyłeś się,” powiedziała Zosia.
Tuliś zakręcił małym dymkiem i odpowiedział cichutkim gwizdem.
Tuliś pokazał, że czasem warto jechać wolniej, by zobaczyć więcej i pomóc innym.
Zosia odwiedziła babcię. Babcia usiadła obok niej i powiedziała: „Dobrze, że nie biegłaś. Możemy razem spokojnie zjeść jabłko.” Tego dnia wszyscy poczuli się bezpiecznie i radośnie. Tuliś odjechał w swoją dolinę. Jechał powoli, bo lubił widoki i lubił, gdy ludzie mieli czas.





