Pies i radość wspólnej drogi

Burek był małym, kudłatym psem o miękkim nosku. Najbardziej na świecie lubił spacery z Jaśkiem. Kiedy drzwi się otwierały, ogon Burek machał jak mały wiatraczek, a Jaś wkładał swoje kolorowe buty.
Pewnego ranka wyszli na swoją zwykłą ścieżkę. Słońce świeciło ciepło. Burek wąchał trawę, skakał nad listkiem i gonił motylka. Jaś biegł, potem zatrzymywał się, bo zobaczył ciekawy kamyk.
Burek pobiegł szybciej. Chciał znaleźć nowe zapachy. Po chwili spojrzał za siebie i zobaczył, że Jaś jest daleko. Burek przystanął. Poczuł, że coś jest inaczej — nie było tuż obok niego małego ręki, która często głaskała.
Burek zawrócił i wrócił do Jaśka. Położył głowę na jego kolanach i przytaknął nosem.
„Poczekasz na mnie, Burek?” — zapytał Jaś z uśmiechem.
Burek przyłożył łapkę do buta chłopca i zamrugał radośnie.
Postanowili iść wolniej. Burek chodził przy lewej nodze Jaśka, a Jaś czasem wskazywał palcem na coś zabawnego. Zatrzymywali się, kiedy trzeba było powąchać kwiaty albo posłuchać ptaka. Jeśli jedno z nich znalazło coś ciekawego, drugie czekało spokojnie.
Na polnej dróżce była mała kałuża. Jaś nie chciał przez nią skakać. Burek podszedł, usiadł i patrzył na chłopca tak długo, aż Jaś poczuł się pewniej. Razem omijali kałużę szerokim łukiem. Śmiali się cicho, bo woda chlupotała daleko od nich.
Kiedy wracali do domu, oboje byli trochę zmęczeni, ale szczęśliwi. Siedli pod drzewem i podzielili się błogim milczeniem. Burek przytulił się do Jaśka, a Jaś pogłaskał psa po uszku.
Najważniejsze było to, że szli razem — krok po kroku, powoli i uważnie.
Wspólna droga była ich radością.
W domu Mama podała im ciepłą herbatkę dla Jaśka i miękką kołderkę dla Burka. Wieczorem zasnęli blisko siebie, gotowi na jutro i kolejne spacery pełne drobnych przygód.



