Najspokojniejszy wielkanocny poranek

Zosia obudziła się zanim wstało słońce. W pokoju było cicho i miękko jak puch. Na oknie pojawił się pierwszy blady promyk. Zosia wcisnęła stópki w kapcie i wyszła na korytarz.
Na podwórku wszystko spało. Trawa była jeszcze wilgotna od rosy. Puszek, mały kotek sąsiadów, przeciągnął się i mruczał. Zosia usłyszała daleko cichy świergot ptaków. Był to wielkanocny poranek, ale bardzo spokojny.
Zosia miała mały koszyczek. Szukała schowanego jajka, które zajączek zostawił w nocy. Znalazła jedno pod bukszpanem i drugie przy drzewie. A jednak jedno, które myślała, że będzie najpiękniejsze, nie było nigdzie.
Zosia poczuła małe rozczarowanie. Usiadła na ławce i obserwowała ogródek. W krzaczku szumiała woda. Nagle usłyszała cichy pisk. Małe kurczątko z sąsiedztwa zakląsotało skrzydełkami. Przegubiło drogę i siedziało pod drzewem.
Zosia wstała. Podeszła powoli, żeby nie przestraszyć kurczątka.
– Cicho, malutkie — szepnęła. — Pomogę ci wrócić.
Delikatnie przytuliła kurczątko w dłoniach. Zobaczyła, że pod liśćmi blisko drzewka coś się błyszczy. To było brakujące jajko. Zosia uśmiechnęła się szeroko.
Zosia nie wzięła od razu wszystkiego dla siebie. Ułożyła jajko obok kurczątka, a potem postawiła małe, kolorowe jajeczko na płotku, żeby ptaszek mógł zanieść je do swojego gniazdka. Puszek dostał mały kęs chleba, bo spojrzał na nią wielkimi oczami.
Kiedy mama wyszła na taras, Zosia pokazała jej koszyczek.
– Znalazłaś już wszystkie? — zapytała mama, uśmiechając się.
– Tak — odpowiedziała Zosia. — I podzieliłam się z przyjaciółmi.
Ptaki znowu śpiewały. Słońce posłało więcej ciepłych promieni. Wszędzie było spokojnie i ciepło.
Zosia siedziała na ławce, trzymając kurczątko i patrząc, jak świat budzi się powoli. Najważniejsze było to, że poranek był spokojny i pełen małych dobrych gestów.







