Najspokojniejszy spacer po polu

Na skraju wsi mieszkała mała klacz o imieniu Lili. Lili lubiła długie, powolne spacery. Jej sierść błyszczała w słońcu. Pola były miękkie od trawy i pachniały kwiatami.
Pewnego ranka przyszła do stajni mała dziewczynka, Maja. Miała koszyk na jabłka i cichutkie buty. Lili spojrzała na nią oczami pełnymi zaufania. Razem wyszły na pole.
Słońce było ciepłe. Wiatr śpiewał w kłosach zboża. Po drodze przysiadł ptaszek na płocie i zaśpiewał swoją piosenkę. Lili węszyła powietrze i spokojnie kroczyła za Mają.
Nagle na ścieżce pojawił się mały strumyk z kamykami. Kamyki były mokre i trochę śliskie. Lili zatrzymała się i nie wiedziała, czy przejść. Jej ogon drgnął. Serce biło szybciej.
Maja uklękła blisko Lili i położyła dłoń na jej szyi.
„Możemy iść powoli,” powiedziała.
„Pomożesz mi?” zapytała Lili cicho.
Maja uśmiechnęła się i podała jabłko. Lili wzięła je delikatnie. Maja stanęła przy kamykach i pokazała, że sama też przejdzie powoli. Zrobiła krok. Potem jeszcze jeden.
Mała Maja poczekała i pogłaskała Lili, aż kopytko znów stało się pewne.
Lili postawiła przednie kopytko na pierwszym kamyku. Potem na drugim. Krok po kroku przeszły razem. Kiedy znalazły się po drugiej stronie, obie westchnęły jakby z ulgą.
Po drodze spotkały motyla. Motyl zatańczył przed nimi i usiadł na liściu. Maja śmiała się cicho. Lili potrząsnęła grzywą i przytuliła się do dziewczynki.
Na końcu spaceru usiadły w wysokiej trawie i patrzyły w niebo. Chmury przypominały miękkie baranki. Czuły się bezpiecznie i szczęśliwie.
Gdy wracały do stajni, Lili miała spokojny krok. Maja była dumna. Od tej pory wiedziały, że razem można iść powoli, pomagać sobie i niczego się nie bać.







