Najspokojniejszy spacer między drzewami

Luna była małym wilczkiem. Rano wyszła z miękkiego gniazda i patrzyła na wysokie drzewa. Chciała mieć najspokojniejszy spacer między drzewami. Las szumiał cicho, ale tu i tam coś brzęczało lub świergotało.
Mama uśmiechnęła się i powiedziała:
— Pójdziemy powoli. Posłuchaj leśnych dźwięków.
Luna postawiła łapkę przed łapkę. Najpierw słyszała krople rosy, potem liść spadający jak mały dzwonek. Spotkała sikorkę, która ćwierkała i latała z gałązki na gałązkę.
— Czy moglibyśmy iść wolniej? — zapytała Luna cicho.
— Tak — odpowiedziała sikorka i zawisła w powietrzu, by nie trzepotać skrzydłami.
Luna uczyła się robić ciche kroki. Oddychała głęboko. Zauważyła, że kiedy idzie spokojnie, las odpowiada spokojem. Coś miękkiego przyciągnęło jej uwagę — kępa mchu, pachnąca i ciepła. Usiadła na niej i zamknęła oczy.
Wtedy przyszedł starszy wilk i położył obok łapę.
— Czasem najspokojniejszy spacer nie polega na znalezieniu cichego miejsca — powiedział łagodnie. — Polega na chodzeniu powoli i dzieleniu ciszy z innymi.
Luna otworzyła oczy i spojrzała na ptaszka, na mamę, na drzewo. Wszyscy byli uprzejmi i cierpliwi. Razem poszli jeszcze kawałek. Kiedy ktoś nadepnął na suchy patyczek, przeprosili i poczekali, aż las znowu się uspokoi.
Luna odkryła, że spokój zaczyna się w środku i że można go dzielić z innymi, idąc powoli i grzecznie. Wracała do gniazda z uśmiechem. Był to najspokojniejszy spacer, bo robiła go z sercem.


