Najspokojniejszy poranek w domku pod drzewem

Rankiem, gdy pierwsze promyki słońca przemykały między liśćmi, w domku pod drzewem było bardzo cicho. Rosa błyszczała na drewnianych schodkach. Wszystko pachniało mokrą ziemią i ciepłem.
Krasnoludek Bratek przeciągnął się w swoim małym łóżeczku z mchowego materaca. Otworzył oczy i uśmiechnął się. Dzisiaj chciał zrobić śniadanie dla przyjaciół. Zszedł po schodkach i zajrzał do kuchni. Garnek na owsiankę już zaczął parować, ale słoik miodu nie chciał się otworzyć. Wieczorem przyklecił się do pokrywki.
Bratek spróbował pociągnąć. Nic. Pociągnął mocniej. Nic. Westchnął cicho. Nie było w nim złości. Zastanowił się i usiadł na stołeczku.
— Rózia, możesz przyjść? — zawołał spokojnie.
Za chwilę pojawiła się Rózia, z włoskami w warkoczykach i z uśmiechem.
— Co się stało? — zapytała.
— Miód nie chce wyjść z słoika — odpowiedział Bratek. — A owsianka czeka.
Rózia spojrzała i podała małą łyżeczkę. Delikatnie włożyła ją pod pokrywkę i lekko podważyła. Potem nalała do miseczki trochę ciepłej wody i położyła ją na pokrywce. Chwilę poczekali. W tym czasie zagadnął mały ptaszek siedzący na gałęzi.
— Stuk, stuk — zaświergotał. — Spróbujcie podgrzać pokrywkę. Ciepło pomaga.
Bratek potrzymał słoik w ciepłych dłoniach. Poczuli zapach miodu. Pokrywka puściła delikatnym kliknięciem. Miód w końcu odsłonił się i spłynął złotą łuną na łyżeczkę.
— Hurra — rzekła Rózia i podzielili się łyżeczką miodu. — Świeża owsianka smakuje najlepiej, gdy czekasz razem z przyjaciółmi.
Usiedli wokół małego stolika. Jedli powoli. Rozmawiali cicho. Ptaki śpiewały swoje proste piosenki. Słońce ogrzewało im twarze.
Najspokojniejszy poranek w domku pod drzewem był wtedy, gdy wszyscy pomagali sobie z uśmiechem i cierpliwością.
Po śniadaniu każdemu zrobiło się cieplej w sercu. Bratek umył garnek, Rózia pozmywała łyżeczki, a ptaszek poleciał powiadomić inne zwierzątka. W domku panował spokój. Wszyscy czuli, że razem wszystko jest łatwiejsze. I tak, krok po kroku, dzień zaczął się lekko i miło.







