Najspokojniejszy lot nad górami

Iska była małym, puchatym smokiem o miękkich skrzydełkach. Mieszkała przy skraju gór, gdzie chmury lubiły się bawić wesoło. Iska lubiła latać. Marzyła o długim locie nad wzgórzami i drzewami. Chciała zobaczyć, jak wygląda świat z góry.
Pewnego ranka jej przyjaciółka Ola przyszła z koszykiem na jabłka.
„Polećmy razem?” — zapytała cicho.
Iska podskoczyła ze szczęścia. Skrzydełka zadrżały. Była tak podekscytowana, że trzepotała szybko jak mały listek na wietrze.
Nawet wiatr się zamieszał. Ptaki w koronach drzew zwinęły piórka. Małe listki spadły z gałązek. Ola przytuliła Iskę i uśmiechnęła się łagodnie. Poszli do starego sowiego domu, gdzie mieszkała mądra sowa Teo.
Teo spojrzała na Iskę.
„Loty są ładne, gdy są spokojne” — zamruczała.
„Jak to zrobić?” — zapytała Iska. Skrzydełka drżały jeszcze trochę.
Sowa uczyła powoli. „Weź oddech. Policzymy razem. Jeden… dwa… trzy… cztery. Pamiętaj o pauzie.” Iska wzięła oddech. Wypuściła powietrze wolno. Policzła. Potem rozłożyła skrzydła jak przykrywkę do snu. Flap, pauza. Flap, pauza. Nogi się nie spieszyły. Serce nie goniło.
Przed lotem Iska pomogła Oli włożyć jabłka do koszyka. Uśmiechy były ciche i miękkie. Kiedy wystartowały, Iska leciała powoli. Chmury wtedy wyglądały jak puchowe wyspy. Górskie strumyki mieniły się srebrzyście. Ptaki sunęły obok, nie płosząc się.
Iska nauczyła się lecieć powoli i spokojnie, i wtedy zauważyła, że zdołała pomóc — uwolniła mały latawiec, który utknął w sosnowej koronie.
Ola podziękowała szeptem. Iska uśmiechnęła się smoczym nosem. Lot trwał długo i był cichy jak szept liści. W drodze powrotnej obie siedziały w koszyku i patrzyły na zmieniające się kolory nieba.
Kiedy wróciły do domu, Iska czuła się spokojna i dumna. Skrzydełka odpoczywały. Ola podała kawałek jabłka. Sowa Teo pomachała skrzydłem na pożegnanie. Był to dzień prosty i miły.
Wieczorem Iska ułożyła się do snu. Myślała o locie. Wiedziała, że spokój pomaga zobaczyć więcej i lepiej pomagać innym. Zamknęła oczy. Góry szumiały cicho, jakby klaskały miękkimi dłońmi.





