Najspokojniejszy dzień w dolinie

W dolinie mieszkał mały dinozaur o imieniu Koko. Był długi i miękki jak pęd trawy. Lubił słuchać wiatru i małego strumyka. Pewnego ranka Koko pomyślał, że dziś chce mieć bardzo spokojny dzień.
Dołączyła do niego Tula, triceratops, która skakała po kamykach. Przyleciał też Pip, pterodaktyl, z radosnym świergotem. Wszyscy chcieli się bawić.
„Zabawa!” zawołała Tula.
„Lecimy wysoko!” zaświergotał Pip.
Koko uśmiechnął się, ale trochę się zamyślił. Chciał usłyszeć szmer liści i śpiew ptaków. Poprosił cicho.
„Czy możemy pobawić się trochę ciszej?” zapytał delikatnie Koko.
Tula spojrzała i przytaknęła.
Pip przysiadł na gałęzi i zrobił wielkie oko.
Koko miał pomysł. Zamiast głośnych skoków zaproponował zabawę szeptem. Wymyślili grę: kto najciszej powie wierszyk, ten dostaje listka. Wszyscy zaczęli szeptać i śmiać się cichutko. Szept brzmiał jak mały dzwonek.
Poszli nad strumyk. Nie skakali teraz po kamieniach. Usiedli na mchu i wsłuchali się. Koko wskazał palcem na chmurki. Tula leżała blisko i oddychała spokojnie. Pip tulił się skrzydłem do gałęzi.
Razem stworzyli swoje ciche miejsce. Każdy miał swój kocyk z liści i miękki podgłosek uśmiechu. Gdy jeden chciał się pobawić głośniej, inni przypominali sobie o szeptach. Nikt nie był smutny. Wszyscy byli blisko i bezpieczni.
Słońce opuściło się powoli. Strumyk szeptał, liście szeleściły, a dinozaury oddychały równo. Koko poczuł ciepło w sercu. Był szczęśliwy, bo przyjaciele byli uważni i uprzejmi.
I tak dolina miała najspokojniejszy dzień — pełen cichej radości i przyjaźni.






