Myszka, która bała się ciszy

Myszka Lila mieszkała w małym domku pod korą wielkiego dębu. Lila bardzo lubiła dźwięki. Lubiła szelest liści, stukot własnych łapek i ciche popiskiwanie przy porannej herbatce. Z drugiej strony, kiedy robiło się naprawdę cicho, Lila czuła dziwne ruchy w brzuszku. Bała się ciszy. Myślała, że cisza to pusta przestrzeń i że sama musi ją wypełnić.
Dlatego Lila nosiła zawsze małe dzwoneczki i naszywała na kocyk kolorowe paciorki. Gdy nadszedł spokój, zaczynała dzwonić i nucić. Inne zwierzątka w ogrodzie uśmiechały się do niej spokojnie. Przybiegła żabka Żabcia i usiadła na liściu.
„Dlaczego dzwonisz, Lilo?” zapytała Żabcia.
„Bo boję się ciszy” — odpowiedziała myszka cichutko.
Przyszła też mama Lili. Przykucnęła obok i uśmiechnęła się ciepło.
„Posłuchaj ze mną” — powiedziała mama. — „Nie musisz robić hałasu cały czas. Możesz tylko wsłuchać się.”
Lila wzięła głęboki oddech. Na początku serce trzepotało jej jak skrzydełko wróbla. Potem usłyszała bardzo delikatne dźwięki: oddychanie mamy, odległy śpiew ptaszka, liść, który powoli opada. To były małe, przyjazne dźwięki. Nie były puste ani groźne.
Żabcia zaśmiała się cicho i stuknęła palcem o liść, żeby Lila zobaczyła, że cisza nie musi być zimna. Ptaszek Pepek usiadł na gałązce i zanucił jedną krótką melodię, potem przestał śpiewać i razem z myszką wsłuchał się w ogród.
Po chwili Lila zrozumiała coś ważnego. W ciszy była przestrzeń na to, by usłyszeć przyjaciół i swoje własne serduszko. Cisza stała się miękka i bezpieczna.
Od tamtej pory Lila czasem bawiła się dzwoneczkami, a czasem kładła je na półce i zamykała oczy. Gdy była z mamą lub z przyjaciółmi, uczyła się słuchać. Czasem cisza dawała jej odpoczynek, a czasem była miejscem na cichą rozmowę.
Wieczorem, kiedy ogrodowe światła świeciły jak małe gwiazdki, Lila przytuliła się do kocyka. Słuchała spokojnego oddechu mamy i szumu drzewa. Uśmiechnęła się i zasnęła pewna, że cisza też może być przyjaciółką. Od tej pory nie bała się już ciszy tak bardzo.







