Motyl, który bał się latać

Był sobie mały motylek o imieniu Fifi. Mieszkał w kolorowym ogrodzie i lubił patrzeć, jak inne motyle szybują nad kwiatami. Jego skrzydełka były piękne, ale Fifi bał się latać. Zamiast fruwać, siedział na liściach i dmuchał na swoje skrzydełka tak, jakby to miało je przekonać.
Pewnego dnia przyszła Biedronka.
„Chodź pobawić się na kwiatach,” powiedziała.
Fifi schował się pod listkiem. „Boję się lecieć.”
Pojawiła się też Gąsieniczka. Była powolna i uśmiechnięta.
„Zacznijmy od małego skoku,” zaproponowała.
Fifi kiwnął głową. Był gotów spróbować.
Bzyk, pszczółka, usiadł obok i powiedział spokojnie:
„Weź głęboki oddech. Poczuj wiatr. Ja będę tuż obok.”
Fifi zamknął oczka, wziął oddech i lekko zadrżał. Potem podskoczył z listka na listek. To były bardzo małe skoki, lecz każdy był ważny.
Krok po kroku Fifi ćwiczył. Przyjaciele klaskali swoimi malutkimi nóżkami. Czasem siadał i odpoczywał. Czasem myślał, że zaraz się rozleci, a jednak nic się nie stało. Zauważył, że skrzydełka robią coraz mocniejsze ruchy.
Pewnego popołudnia, gdy słońce przytuliło ogród złotem, Fifi stanął na największym liściu. Wiatr musnął mu skrzydła. Wziął jeszcze jeden oddech i wypuścił się przed siebie. Motylek wzbił się nad liść i poczuł, że skrzydła go niosą.
Przyjaciele wiwatowali cicho, by nie przestraszyć go znowu. Nie był sam — miał przyjaciół, którzy mu pomogli.
Fifi nie poleciał od razu bardzo wysoko. Unosił się nisko, kołysał nad kwiatami i wracał na listki, by odpocząć. Każde małe loty dodawały mu odwagi. Uśmiechał się szeroko. Ogród wydawał się jeszcze piękniejszy z powietrza.
Tego wieczoru Fifi usiadł obok Biedronki i Gąsieniczki. Gwiazdki zaczęły mrugać. Był zmęczony, ale szczęśliwy. Wiedział, że jutro znów spróbuje. I że będzie miał przyjaciół obok siebie.







