Motyl i zagubiony płatek

Było ciepłe, spokojne przedpołudnie. Motyl przysiadł na listku i rozprostował skrzydełka. Były delikatne jak papier. W trawie leżał mały, różowy płatek. Leżał sam i wyglądał jakby zgubił drogę.
Motyl podfrunął bliżej. Płatek był miękki i pachniał kwiatami. Motyl poczuł, że chce mu pomóc. Najpierw zapytał Pszczółkę Basię, która zbierała nektar na pobliskim kwiatku.
„Czy ten płatek to twój?” — zapytała Basia, przysiadając obok.
„Nie, nie mój” — zaśmiał się Motyl. „Ale chyba należy do jakiegoś kwiatu. Może jest smutny.”
Postanowili poszukać. Poszli przez zieloną łączkę. Spotkali Ślimaka Franka, który powoli przesuwał się po ścieżce. Frank spojrzał na płatek i uśmiechnął się spokojnie.
„Może wiatr poruszył go z daleka” — powiedział. „Chodźcie, pomogę wam znaleźć miejsce, gdzie kwiaty są najpiękniejsze.”
Wiatr delikatnie zawiał i podniósł brzeg płatka. Płatek zatańczył w powietrzu. Motyl i Basia podążyli za nim, a Frank powoli szedł za nimi. Płatki kwiatów migały jak małe barwne chusteczki. W końcu płatek zawirował i osiadł przy dużym, różowym kwiecie, który miał jeszcze wiele innych płatków.
Motyl podleciał blisko i ostrożnie przycisnął płatek do kwiatu. Płatek ułożył się miękko i pasował idealnie. Kwiat odchylił się lekko, jakby się uśmiechał.
„Dziękuję wam” — zaszumiał wiatr. Basia zabrzęczała radośnie, a Frank zrobił mały ukłon.
Motyl poczuł ciepło w skrzydełkach, bo pomógł komuś wrócić do domu. Wspólna pomoc sprawiła, że wszyscy byli spokojni i szczęśliwi.
Gdy słońce zaczęło się chować za drzewami, Motyl usiadł na miękkim liściu i zamknął oczy. Basia i Frank też odpoczywali obok. Cały ogród cicho szeptał dobranoc. Motyl wiedział teraz, że małych rzeczy też warto pilnować — zwłaszcza kiedy ktoś potrzebuje przyjaciela.







