Mały robot z wielkim sercem

Robuś był małym robotem z błyszczącymi oczkami i okrągłym plecaczkiem. Mieszkał w małym warsztacie razem z Leną i kotkiem Mruczkiem. Lubił pomagać. Lubił słuchać śmiechu. W środku miał małe światełko, które mieniło się ciepłym kolorem, kiedy komuś pomagał.
Pewnego popołudnia Lena biegała po ogrodzie z czerwonym balonikiem. Balonik pociągnął za sobą nitkę i nagle uniósł się bardzo wysoko. Wiatr zaniósł go nad drzewo i balonik zaplątał się na gałązce.
Lena spojrzała w górę i zrobiła smutną minę.
„Och, mój balonik!” — powiedziała cicho.
Mruczek podskoczył, ale jego łapki były za krótkie.
Robuś bardzo chciał pomóc. Stał pod drzewem i myślał. Jego małe oczka błysnęły. W środku coś mu zadrżało — światełko zrobiło się jaśniejsze i ciepłe.
Robuś postawił jedną nóżkę na kamieniu, drugą na korzeniu i rozłożył rączki. Był za niski, żeby dosięgnąć. Ale kiedy naprawdę chciał pomóc, jego światełko rozświetliło całą gałązkę. Ciepły blask zrobił wiaterek. Gałązka delikatnie się zatrzęsła i balonik powoli zsunął się w dół.
Balonik opadł na trawnik dokładnie w ręce Leny. Jej oczy rozbłysły z radości. Mruczek zadowolony zamruczał głośniej niż zwykle.
„Dziękuję, Robusiu!” — powiedziała Lena i przytuliła robota. Robuś zakręcił śrubką na nosku i pomachał rączką. Jego światełko mrugnęło miło.
Wrócili do warsztatu. Lena zawiązała balonik przy fotelu, żeby nie odleciał znowu. Mruczek wskoczył na poduszkę, a Robuś usiadł obok i patrzył na przyjaciół. Czuł, że jego światełko świeci mocniej, kiedy ktoś się uśmiecha.
Najważniejsze było to, że Robuś miał w sobie wielkie serce i chęć pomagania. Wcale nie musiał być największy. Wystarczyło, że miał dobre pomysły i ciepłe światełko, które rozjaśniało dni małych przyjaciół.



