Mały motyl z wielkimi skrzydłami

Była sobie mała motylka o imieniu Lili. Miała bardzo wielkie, kolorowe skrzydła. Jej ciało było malutkie, a skrzydła wydawały się prawie za duże. Lili bała się, że będą jej tylko przeszkadzać. Cicho siadała na listku i obserwowała inne owady.
Pewnego ranka Bzyk, miły trzmiel, zaprosił ją na łąkę.
— Przyjdź, Lili — zaprosił Bzyk. — Kwiaty pachną, słońce świeci.
Lili chciała pójść, ale myślała, że nie nadąży za przyjaciółmi. Ukryła się w trawie.
Na łące mała biedronka Basia znalazła mrówkę, która niosła okruszek chleba. Okruszek był za duży. Mrówka była bardzo zmęczona i smutna.
Lili patrzyła z trawy. Jej serduszko zmiękło.
Cicho wyszła i podeszła do mrówki. Pomachała skrzydłami. Powstał delikatny powiew. Liść leżał blisko kałuży. Lili ostrożnie ustawiła skrzydła tak, że powiew przesunął liść tuż przed mrówką. Mrówka usiadła na liściu, a liść powoli uniósł się i przeszedł nad mokrym miejscem.
— Dziękuję — szepnęła mrówka, a jej oczy błysnęły.
Przyjaciele patrzyli z zachwytem.
Wtedy Lili poczuła coś ciepłego w środku. Zrozumiała, że jej skrzydła nie są przeszkodą. Mogą pomagać. Jej wielkie skrzydła potrafiły łagodnie ruszać powietrzem i niosły pomoc małym przyjaciołom.
Od tego dnia Lili częściej latała po łące. Używała skrzydeł, aby robić cień dla śpiących biedronek. Pomagała przenieść lekki list na bezpieczne miejsce. Czasem robiła też zabawne tunele z liści, w których bawiły się inne owady.
Wieczorem, gdy słońce schodziło za pagórek, Lili usiadła na swoim listku. Bzyk i Basia przycupnęli blisko.
— Dzień był piękny — powiedziała Basia.
Lili uśmiechnęła się i poczuła się lekka jak puch.
Teraz wiedziała, że to, co różne, może być piękne i pomocne.
I tak mała motylka z wielkimi skrzydłami zasnęła spokojnie, a łąka szumiała cicho na dobranoc.







