Małe trzepotanie, wielka odwaga

W ogrodzie, między zielonymi liśćmi i pachnącymi kwiatami, mieszkał malutki motylek o imieniu Miki. Miał skrzydełka jak płatki – cienkie i miękkie. Kiedy siadał na liściu, tylko lekko nimi trzepotał.
Daleko, po drugiej stronie ogrodowej ścieżki, rosła duża, żółta słonecznica. Przy niej bawiły się starsze motyle. Miki chciał do nich polecieć, ale nie był pewny. Jego trzepotanie było małe. Serduszko biło mu szybciej.
Przyszła biedronka Zuzia i usiadła obok.
— Pójdziemy razem — powiedziała cicho.
— A jeśli nie dam rady? — zapytał Miki.
— Zrobisz krok po kroku — uśmiechnęła się Zuzia.
Obok przetoczył się powolny ślimak Sławek.
— Małe ruchy też prowadzą daleko — mruknął spokojnie.
Miki zamknął oczy. Pomyślał o ciepłym słońcu i o zapachu kwiatów. Rozłożył skrzydełka. Były tylko trochę. Potem zrobił pierwszy, bardzo mały ruch.
Uruchomił skrzydełka i wzbił się nad listkiem. Wiatr był lekki i pomógł mu unieść się dalej. Najpierw poleciał na pobliską stokrotkę, potem na szczyt trawy, i jeszcze jeden skok — coraz dalej.
— Widzę cię! — zawołała Zuzia z dołu.
— Jesteś blisko! — dodał Sławek.
Miki poczuł, że jego małe trzepotanie robi wielką różnicę. Przeleciał nad kamyczkiem, minął mały krzaczek i w końcu usiadł na liściu przy słonecznicy. Starsze motyle przywitały go ciepło. Wszystkie skrzydełka zatańczyły razem w słońcu.
Miki uśmiechnął się szeroko. Wiedział, że kiedy robi się małe kroki i ma się przyjaciół, nawet ciche trzepotanie może stać się odważnym lotem.







