Małe kopytka, wielkie marzenia

Kropka była małym jednorożcem. Miała króciutkie, różowe kopytka i długi, miękki róg, który lekko świecił w słońcu. Każdego ranka patrzyła na niebo i marzyła o tańcu na chmurach i o malowaniu tęczy palcami.
– Chciałabym dotknąć chmury – powiedziała cicho do mamy.
– Jeszcze nie teraz – uśmiechnęła się mama. – Ale mogę ci pomóc wymyślić sposób.
Kropka próbowała skakać. Skakała wysoko, aż piórko ptaszka Piórko zatańczyło wokół niej.
– Twoje kopytka są małe, ale spróbuj inaczej – zaświergotał Piórko.
Razem z Piórkiem i starym jednorożcem Miodkiem Kropka zebrała miękkie liście i dmuchawce. Ułożyli je jak poduszkę na wzgórzu. Kropka położyła się i zamknęła oczy. Wiatr muskał jej futerko. Chmury wyglądały jak blisko, jak puchowe łóżeczko.
Potem znaleźli kałużę po deszczu, która odbijała słońce. Miodek dmuchnął delikatnie, a na wodzie pojawiła się mała tęcza. Kropka poczuła radość w sercu. Uderzyła kopytkiem o kamyk, a na kamieniu zostały kolorowe ślady.
Małe kopytka zostawiły małe, ale piękne ślady — i tęcza zrobiła się jeszcze jaśniejsza.
Kropka zrozumiała, że nie musi być duża, by tworzyć coś pięknego. Jej skromne kopytka potrafiły ścielić miękkie poduszki, malować kamyczki i przywoływać śmiech przyjaciół. Każdy pomysł wyglądał inaczej, lecz każdy był ważny.
Wieczorem, gdy słońce chowało się za wzgórzem, Kropka przytuliła się do mamy. Piórko zaśpiewało cichą piosenkę, a Miodek opowiedział prostą, miłą historię.
Kropka zasnęła z uśmiechem, wiedząc, że jej małe kopytka niosą wielkie marzenia.






