Mała myszka z wielkim sercem

W małym kącie pod starym dębem mieszkała myszka Zosia. Była drobna i cicha, ale miała wielkie serce. Zosia lubiła zbierać malutkie okruszki i nosić je do swoich przyjaciół. Lubiła też patrzeć, jak słońce bawi się w liściach.
Pewnego poranka Zosia zaprosiła sąsiadów na piknik na polance. Przyszli Jeżyk Julek, Sikorka Sara i Zajączek Franek. Każdy przyniósł coś małego: kawałek marchewki, kilka jagód, okruch chleba. Wszystko pachniało radością.
Nagle podmuchał wiatr. Kocyk poderwał się i potoczył po trawie. Jagody rozsypały się. Przyjaciele stali i patrzyli smutno.
„Ojej, co teraz?” – powiedziała Sara.
„Nie martwcie się” – odpowiedziała Zosia i uśmiechnęła się malutko. Mała myszka zaczęła sprzątać. Skakała po liściach, zabierała jagody w kuleczkę na swoich łapkach, tkała z cienkich źdźbeł nowy sznurek, żeby przywiązać kocyk do kamyczków. Była szybka i spokojna. Nie narzekała. Pracowała tak długo, aż wszystko znów było na swoim miejscu.
Franek podał Zosi marchewkę. Julek dał maseczkę z liścia, żeby było cieplej. Sara śpiewała cichą piosenkę. Wszyscy razem siadali blisko siebie i dzielili się smakołykami.
„Dziękuję, Zosiu” – szepnęli przyjaciele.
Zosia uśmiechnęła się szeroko. Jej małe ręce i wielkie serce sprawiły, że każdy poczuł się bezpiecznie. Słońce łagodnie świeciło, wiatr ucichł, a na niebie pojawiły się pierwsze chmurki jak wata.
Przyjaciele przytulili się i zasnęli w cieple pod dębem. Zosia cicho ułożyła okruszki w mały stos i sama zasnęła z radością w sercu. W polance panował spokój. Było miejsce na śmiech i pomoc, i każdy wiedział, że razem wszystko jest prostsze. Przyjaźń i dobroć zawsze znajdą drogę.






