Księżniczka i dzień bez korony

Mała księżniczka obudziła się i zajrzała na stolik przy łóżku. Korony nie było. Trochę się zdziwiła. Trochę zasmuciła.
„Gdzie moja korona?” zapytała cicho do poduszki. Ptaki za oknem zaświergotały, jakby mówiły, że jeszcze nie czas na smutek. Księżniczka wzięła głęboki oddech i postanowiła wyjść na spacer bez blasku na głowie.
W ogrodzie spotkała ogrodnika, pana Józefa. Miał brudne dłonie i wielki śmiech.
„A gdzie twoja korona?” zapytał.
„Zostawiłam ją chyba w innym kącie zamku,” odpowiedziała dziewczynka.
Pan Józef uśmiechnął się i podał jej konewkę. „Pomożesz mi podlać kwiaty?”
Księżniczka podlewała stokrotki i słuchała bzyczenia pszczół. Potem zobaczyła małego kaczątka, które zagubiło stado. Kaczątko trzęsło się i nie wiedziało, gdzie iść. Księżniczka przykucnęła.
„Chodź, mały, znajdziemy mamę,” szepnęła i chwyciła kaczątko delikatnie.
Księżniczka prowadziła kaczątko aż do stawu i patrzyła, jak łączy się z mamą. Poczucie radości rozlało się w jej sercu jak ciepły kocyk.
Po drodze spotkała dzieci bawiące się w chowanego. Zaprosiły ją do zabawy, chociaż nie miała korony. Biegała, śmiała się i chowała za drzewem. Kiedy znalazła nowe przyjaciółki, zrozumiała, że uśmiech i dobre serce potrafią więcej niż złoty świecący pierścień.
Gdy wracała do zamku, zobaczyła coś błyszczącego na ławce pod wielkim dębem. Korona leżała tam spokojnie, jakby czekała. Księżniczka przytuliła ją dłońmi, ale zanim ją nałożyła, poprawiła włosy i spojrzała na swoich nowych przyjaciół.
Założyła koronkę z uśmiechem, bo wiedziała, że jest księżniczką także bez niej.
Wieczorem, kiedy gwiazdy zaczęły mrugać, księżniczka zasnęła spokojnie. Miała w głowie obraz kaczątka, bawiących się przyjaciół i pana Józefa podlewającego kwiaty. Ciepło w sercu zostało z nią na długo.






