Krasnoludek i zagubiony kamyczek

Miłek był małym krasnoludkiem o ciepłym uśmiechu. Mieszkał pod korzeniem starego dębu i lubił spacerować po lesie. Pewnego poranka znalazł przy strumyku maleńki, gładki kamyczek. Błyszczał w słońcu jak mała gwiazdka.
Miłek wziął kamyczek do rączki. Był lekki i czuł się ważny. „Może ktoś go zgubił?” pomyślał. Postanowił znaleźć właściciela. Poszedł najpierw do łąki, gdzie biegała wiewiórka Basia.
– Widziałaś może kogoś z takim kamyczkiem? – zapytał Miłek.
– Nie, ale mogę poskakać po drzewach i spytać ptaków – odpowiedziała Basia.
Razem poszukali. Spotkali żabkę Zosię przy strumyku.
– Czyj to kamyczek? – zapytała Zosia, przyglądając się błyskowi.
– Nie wiem, ale chcemy go oddać – powiedział Miłek.
Sowa Mądra obudziła się i spojrzała z drzewa. „Cierpliwość pomoże znaleźć właściciela” – zamruczała sowa. Więc Miłek przywiązał kamyczek do listka i umieścił go na małym pniaczku, żeby każdy mógł zobaczyć.
Przez cały dzień przychodziły różne zwierzątka. Każde pytało i podziwiało kamyczek. Nikt jednak nie mówił, że to jego. Miłek pilnował pniaczka i uśmiechał się do każdego, kto zatrzymał się przy strumyku.
Gdy słońce zaczęło chować się za drzewami, przyszedł cichy krok. Mała dziewczynka z warkoczami szukała czegoś przy brzegu. Jej oczy zrobiły się wielkie, gdy zobaczyła kamyczek.
– To mój! – wyszeptała radośnie. – Zgubiłam go, kiedy zbierałam jagody.
Miłek podał kamyczek. Dziewczynka uśmiechnęła się tak szeroko, że widać było radość w całym lesie. Podziękowała Miłkowi i zaprosiła go na kubek malinowej herbaty, który niosła w małym koszyku.
Miłek oddał kamyczek i poczuł wielką radość. Wszyscy usiedli razem, pili herbatę i rozmawiali do zmroku. Kamyczek znów miał właścicielkę, a Miłek miał nowych przyjaciół.





