Korona, która uczyła dobroci

Mała księżniczka Maja bawiła się w pałacowym ogrodzie. Znalazła w trawie coś błyszczącego. To była złota korona, nie za duża, taka dziecięca. Maja założyła ją na głowę i poczuła ciepło.
— Zobacz, co znalazłam! — zawołała do mamy.
— Uważaj, Maju — odpowiedziała królowa z uśmiechem. — Ale wygląda pięknie.
Korona nie mówiła słowami. Gdy Maja uśmiechała się do ptaszka Piko, korona delikatnie zabłysnęła. Gdy podała bułeczkę małemu sąsiadowi Jasiowi, światło stało się jaśniejsze. Kiedy jednak Maja sama chciała zabrać całą miskę jabłek, korona zrobiła się ledwo widoczna i cień spadł na jej wnętrze.
Maja była trochę zdziwiona. Postanowiła sprawdzić, co robi koronę szczęśliwą. Najpierw pomogła kotkowi Mruczkowi spaść z niskiego płotu. Korona zaświeciła jak mała latarenka. Potem podzieliła się kredkami z Jasiem. Światło stało się ciepłe i złociste. Maja poczuła w sercu radość, taką prawdziwą i miękką.
— To jest jakby korona, która czuje — wyszeptała Maja.
— Może ona uczy cię, jak być dobrym — powiedziała królowa spokojnie.
Maja nosiła koronę podczas małych, codziennych rzeczy. Pomagała podlewać kwiaty, zapraszała samotnego ptaszka do zabawy, dzieliła się kocem, gdy wiatr zrobił się chłodny. Korona odpowiadała światłem i ciepłem. Inni też to widzieli i uśmiechali się.
Wieczorem, gdy wszystkie lampeczki w pałacu były już zgaszone, Maja położyła koronę na poduszce. Spojrzała w sufit i poczuła spokój.
Najpiękniejsze światło korony zapalało się zawsze wtedy, gdy Maja była dobra dla innych. Maja wiedziała, że ma teraz coś cennego. Nie była to tylko złota obręcz. To była korona dobroci.







