Koń, który bał się galopu

Na zielonej łące mieszkał mały koń Kopytko. Lubił słońce na grzbiecie i miękką trawę pod kopytami. Lubił też spacer z Anią, która go głaskała i śpiewała spokojne piosenki. Kopytko jednak miał jedną troskę — bał się galopu. Gdy inne konie przyspieszały i wiatr muskał ich grzywy, Kopytko zatrzymywał się i wolał iść wolno.
— Nie martw się — mówiła Mela, mądra klacz ze stajni. — Każdy uczy się we własnym czasie.
Puszek, mały kot, przewracał się na plecy i mruczał jakby dodawał odwagi.
Pewnego dnia Ania zorganizowała małe spotkanie na łące. Miały być zabawy, biegi i piknik z marchewkami. Kopytko patrzył, jak inni biegają szybciej. Serduszko mu szybciej biło. Chciał spróbować, ale strach ściskał mu brzuch.
Ania uklękła przy nim i wzięła jego pysk w dłonie.
— Zrobimy to powoli — powiedziała cicho. — Najpierw krótki krok, potem kłus, potem tylko chwilka szybszego biegu. Z tobą jesteśmy.
Kopytko skinął głową. Poczuł się bezpieczniej.
Najpierw ćwiczyli chodzenie po bannerku trawy. Potem kłusowali razem z Melą, krok za krokiem. Każde małe przyspieszenie było nagrodzone smakołykiem i ciepłym głaskiem. Puszek siedział obok i kiwał łapką.
Nadszedł czas na zabawę. Konie miały przebiec krótką trasę między drzewkami. Ania stanęła obok Kopytka i wzięła go za wodze. Mela pobiegła obok, ale nie daleko. Kopytko czuł serce w piersi, ale pamiętał każde spokojne ćwiczenie.
Kopytko wziął głęboki oddech i ruszył. Najpierw kłus, potem króciutki, radosny bieg — i poczuł wiatr we włosach i trawę mijającą jak obrazki. To było inne niż się bał. To było przyjemne.
Cała łąka klasnęła, a Ania śmiała się cicho ze szczęścia. Puszek podskoczył. Mela tuliła Kopytko bokiem. Kopytko uśmiechnął się w duszy. Wiedział teraz, że może spróbować kiedy poczuje się gotowy. Nie musiał się spieszyć, bo miał przyjaciół, którzy byli obok.
Wieczorem, gdy słońce malowało niebo na złoto, Kopytko leżał w stajni i słuchał spokojnego oddechu przyjaciół. Czuł się dumny i bezpieczny. Był odważny, bo poszedł małym krokiem naprzód, a przyjaciele trzymali go za kopyta.






