Koń i zagubiona podkowa

Ruda była małym, brązowym koniem z białą gwiazdką na czole. Lubiła poranne spacery po łące i skakanie po miękkiej trawie. Pewnego ranka zauważyła, że jedna jej podkowa zniknęła. Stała i czuła, że coś jest nie tak. Było jej trochę smutno.
„Gdzie podkowa?” zapytała cicho.
Maja, która opiekowała się stajnią, przybiegła.
„Poszukamy razem” — powiedziała i pogłaskała Rudę po szyi.
Do pomocy przyszedł wróbelek Pik. Pik potrafił szybko polecieć nad łąką i zajrzeć tam, gdzie nie sięgały nogi.
„Zobaczę z góry!” — ćwierknął i odleciał w stronę sadu.
Szukali przy kamieniach, pod stogiem siana i nad małym strumykiem. Ruda stawiała uważnie kopyta, bo bez podkowy czuła się inaczej. Maja zbierała ślady i rozglądała się po trawie. Pik przelatywał nad krzakami i wołał, gdy coś zobaczył.
„Może podkowę zabrał wiatr?” — pomyślała Maja.
„Może przyczepiła się do gałązki” — zasugerował Pik, przysiadając na niskim konarze.
Szli powoli. Patrzyli spokojnie. Nie byli spieszni. Ruda czuła się lepiej, bo nie była sama. W końcu Pik zawrócił i zawołał radośnie:
„Mam coś! Tutaj, przy jeziorku!”
Pod krzewem nad wodą leżała błyszcząca, lekko zakrzywiona podkowa. Ktoś ją zahaczył pijącą wodę i nie zauważył. Maja delikatnie podniosła podkowę. Ruda podniosła kopyto i przybliżyła się powoli. Wszyscy uśmiechali się ciepło.
Pan Stasio, który pracował w stajni, pomógł przyłożyć podkowę i delikatnie przybić ją z powrotem. Ruda stanęła pewniej. Poczuła radość, a łagodne promienie słońca ogrzały jej grzbiet.
Najważniejsze było to, że nie była sama — miała przyjaciół, którzy cierpliwie pomagali. Wszyscy razem wrócili na łąkę. Pik śpiewał, Maja niosła jabłko dla Rudej, a Ruda radośnie ruszyła przed siebie.
Przyjaźń i dobroć sprawiły, że zguba wróciła, a serca rozgrzały się jak w letnim słońcu. Ruda zasnęła tej nocy spokojna i szczęśliwa.






