Kiedy wolniej znaczyło lepiej

Żółwik Tuli mieszkał w cieniu starego dębu nad małym stawem. Każdego ranka wstawał powoli. Lubił słońce na skorupie i miękki mech pod nóżkami. Tego dnia przyjaciele zaprosili go na piknik przy łące.
„Pobiegnę po trawę!” zawołał zając Zuzu i odskoczył.
„Polecę po jagody!” świerknął ptaszek Piko i odlatując machnął skrzydełkami.
„Ja też idę!” zaśmiała się żabka Lila.
Tuli wstał powoli. Ruszył za nimi krok po kroku. Szedł wolniej niż zając. Wolniej niż ptaszek. Ale świat wokół niego żył powoli i pięknie.
Tuli zatrzymał się przy małym kwiatku. Zerknął do kałuży i zobaczył w niej małą rybkę, która machała płetwą. Piko zauważył ślad motyla na liściu. Lila znalazła miękką trawę do siedzenia. Zuzu, biegnąc, prawie przegapił bajkowe okręgi porannej rosy.
W pewnym miejscu ścieżka była błotnista i śliska. Zając zatrzymał się i nie wiedział, co robić.
„Może skoczyć?” zaproponował z niepewnością.
Tuli spojrzał uważnie. Potrząsnął główką i zaczął układać małe kamyczki jeden przy drugim. Pomagał przyjaciołom przejść powoli i bez pośpiechu.
Wszyscy weszli na łąkę razem. Tuli podał jagody, które znalazł po drodze. Każdy usiadł i patrzył na chmury. Śmiali się cicho i jedli jagodowe ciasteczka.
Wolniej znaczy lepiej — bo wtedy można zobaczyć to, co najważniejsze.
Tuli przytulił się do ciepłej trawy. Przyjaciele przytulili się do niego. Słońce świeciło spokojnie. Tuli uśmiechnął się i wiedział, że ten dzień był dokładnie taki, jak trzeba. Było miło i bez pośpiechu.







