Kiedy wiatr stał się przyjacielem

Hania miała mały ogródek pełen kwiatów. Każdego ranka przychodziła tam, żeby szukać motyli. Biegała cicho między stokrotkami i makami, ale motyle zwykle odlatuwały. Hania była trochę smutna. Chciała, żeby choć jeden usiadł jej na dłoni.
Pewnego popołudnia powiał delikatny wiatr. Zaczesał Hani włosy i lekko poruszył liśćmi. Wiatr nie był groźny. Brzmiał jak śmiech i jak piosenka.
„Cześć, Haniu,” szepnął wiatr.
„Cześć,” odpowiedziała Hania, patrząc w górę.
Wiatr zatańczył nad kwiatami. Motyle zaczęły kręcić się w powietrzu jak małe kolorowe kółeczka. Jeden z nich, o skrzydłach w kolorze słońca i poranka, poleciał bliżej.
„Jestem Błysk,” zamruczał motyl, przysiadając na płatku.
„Chciałabym cię dotknąć,” powiedziała Hania, ale nie ruszyła się.
Wiatr popchnął Hanię nienagannie delikatnie i usiadł obok niej jak przyjaciel. Nie ciągnął, nie krzyczał. Po prostu był.
„Usiądź spokojnie,” poszeptał wiatr.
Hania usiadła. Oddychała powoli. Patrzyła, jak liście się kołyszą. Czuła, że nie musi biec ani łapać. Mogła po prostu być.
Hania siedziała cicho, wyciągnęła dłoń i motyl usiadł na jej palcu. Był lekki jak płatek. Hania uśmiechnęła się tak szeroko, że wiatr zatańczył radośnie wokół niej.
Od tej pory Hania już nie goniła motyli. Siadała pod jabłonią i czekała. Wiatr przynosił zapachy kwiatów. Motyle przylatywały same. Czasem siadły na jej włosach, czasem na ramieniu. Hania uczyła się delikatności. Uczyła się też, że cierpliwość może być radosna.
Kiedy słońce powoli chowało się za drzewami, Hania powiedziała cicho do wiatru i motyli: „Dziękuję.”
Wiatr zawiał jeszcze raz i zamruczał jak kołysanka. Motyle odfrunęły na wieczorne łąki.
Hania wróciła do domu z dłonią pełną wspomnień. W sercu miała nowego przyjaciela, który zawsze szepcze, kiedy trzeba być spokojnym, i który pomaga zobaczyć cuda w małych rzeczach.







