Kiedy skrzydła nabrały odwagi

Mały Lotek mieszkał na małym lotnisku pod wielkim niebem. Miał błękitne skrzydła i serce, które lubiło patrzeć na chmury. Ale Lotek bał się lecieć daleko. Lubił krążyć blisko ziemi. Tam było bezpiecznie. Tam też czekała mama.
Mama zawsze przychodziła wieczorem. Dotykała skrzydełek i opowiadała ciche historie o dalekich podróżach. „Możesz iść powoli,” mówiła. „Każdy lot zaczyna się od małego kroku.”
Lotek ćwiczył. Najpierw wzbił się nad pasem. Potem nad łąką. Potem nad stawem, gdzie żaby klaskały łapkami. Przyjaciele pomagały mu ćwiczyć. Chmurka o imieniu Puch tuliła go, gdy był zmęczony. Wiatr, który miał na imię Szelest, szeptał: „Daj się ponieść.” Mała dziewczynka Tomek stała na pagórku i machała chustką. Jej uśmiech był jak latarnia.
Pewnego ranka niebo było jasne. Nad łąką pojawiła się tęcza. Lotek bardzo chciał ją zobaczyć z góry. Serce mu mocno biło. Czuł motyle w brzuchu. Zatrzymał się na końcu pasa i spojrzał w dal.
Mama położyła skrzydło na jego skrzydełku.
„Pamiętasz, jak ćwiczyłeś?” – powiedziała cicho.
„Boję się,” odpowiedział Lotek.
„Pójdziesz kawałek za kawałkiem,” powiedziała mama. „My tu jesteśmy.”
Wiatr nadszedł powoli i otulił Lotka jak ciepły kocyk. Chmurka Puch przybrała miękką poduszkę pod skrzydła. Tomek z pagórka wykonał duży uśmiech i pomachał jeszcze raz.
Lotek zamknął oczka. Odbił się delikatnie i poczuł powiew pod skrzydłami. Uniósł się wyżej niż zwykle. Nogi mu drżały, ale nie płakał. Czuł, że może więcej. I wtedy skrzydła nabrały odwagi. Lotek poleciał nad łąkę, nad staw, aż do tęczy. Z góry wszystko wyglądało jak malowana książka.
Wrócił powoli. Mama przywitała go z radością. Puch zatańczyła w chmurach. Szelest szepnął: „Widzisz, zawsze jesteś bezpieczny, gdy masz przyjaciół.”
Lotek uśmiechnął się szeroko. Wiedział, że odwaga rodzi się z małych kroków i z przyjaciół, którzy pomagają. Tego wieczoru zasnął spokojnie, a nad nim mrugała jeszcze jedna mała, błękitna gwiazdka.




