Kiedy ogień stał się światłem

Maja znalazła małego smoka przy starym kamieniu na skraju łąki. Był miękki w dotyku i miał oczy jak dwa ciepłe światła. Gdy dmuchnął, z jego pyszczka wyszły małe ogniki, ale nie paliły trawy ani liści. Smok wyglądał na smutnego.
„Dlaczego jesteś smutny?” — zapytała Maja, siadając obok.
„Bo mój ogień jest za jasny. Budzi ptaki. Zaraz zrobi się noc i wszyscy zasypiają, a ja nie potrafię dać im przytulnego światła” — odpowiedział smok cicho.
Maja pogładziła jego łapkę. „Może spróbujemy inaczej. Może twój ogień może być miękki jak lampka?”
Razem przynieśli gładki kamień, który Maja znalazła pod drzewem. Położyli go między sobą. Smok długo patrzył i dmuchnął bardzo delikatnie. Kamień zadrżał i zrobił się cieplejszy. Pojawiła się maleńka, złota poświata.
„Jeszcze raz” — szepnęła Maja z uśmiechem.
Smok zacisnął powieki i dmuchnął cichutko. Poświata zrobiła się większa i milsza. Zamiast ostrego ognia, kamień zaczął świecić jak mała lampka. Maja wzięła listki i ułożyła je wokół kamienia jak kapelusz. Światło było miękkie i przyjemne.
„To jest piękne” — powiedział smok. „Nie myślałem, że mogę dać takie światło.”
Maja przytuliła smoka. „Byłeś odważny, że próbowałeś. A my byliśmy ciekawi i cierpliwi.”
Z pobliskich chat wyszli mieszkańcy. Zobaczyli małą lampkę na kamieniu i uśmiech na pyszczku smoka. Dzieci siadły i słuchały opowieści do miękkiego światła, a dorośli z radością patrzyli, jak wszystko jest spokojne.
Od tej pory smok przychodził na łąkę wieczorem. Zamiast dużego płomienia, dmuchał delikatnie na kamień. I wtedy ogień stał się światłem, które nikogo nie budziło, a jedynie dawało ciepło i spokój. Maja i smok uczyli się razem nowych sposobów, jak dzielić światło z innymi.
Kiedy noc była już głęboka, wszyscy zasypiali spokojnie. Maja przykryła smoka kocykiem, a on mruczał cicho jak kot. Na łące świeciła mała lampka, a świat był miękki i bezpieczny.





