Kiedy łapy były najważniejsze

Mały Miś obudził się razem ze słońcem. Rozciągnął miękkie łapy i poczuł, jak są ciepłe i przyjazne. Dzisiaj miał pójść z przyjaciółmi na jagody. Wiewiórka skakała z gałązki na gałązkę, a Jeżyk poprawiał koszyk.
Po drodze usłyszeli cichutkie piskanie. Schylił się Mały Miś i zobaczył małego kaczorka, który siedział przy brzegu i wyglądał na zgubionego. Woda pluskała, ale kaczorek był suchy i przestraszony. Przyjaciele stali bezradni.
— Pomogę — powiedział Mały Miś i ostrożnie podszedł bliżej. Jego łapy były miękkie i delikatne. Wyciągnął jedną łapę i przeciwstawił ją kaczorkowi, żeby mógł się przytrzymać. Potem użył drugiej łapy, żeby ułożyć poduszeczkę z mchu. Kaczorek wtulił się w miękkość i przestał płakać.
— Szukajmy mamy — zasugerowała Wiewiórka. Jeżyk powąchał ścieżkę. Mały Miś trzymał kaczorka w łapkach i szedł powoli, żeby nie przestraszyć maleństwa. Kiedy droga była kamienista, użył swoich łap, żeby podać kaczorkowi bezpieczne miejsce na stopę i pomóc mu skakać przez drobne kamyczki.
Wkrótce usłyszeli głośne kwakanie. Na polanie czekała mama kaczka. Jej pióra błyszczały w słońcu. Kaczorek z radością podskoczył, a mama obdarzyła Małego Misia wdzięcznym spojrzeniem.
— Dziękuję — powiedziała mama kaczka. — Twoje łapy są bardzo dobre.
Mały Miś uśmiechnął się i poczuł ciepło w sercu. Najważniejsze były wtedy łapy, które potrafiły przytulić, podać i pomóc. Przyjaciele usiedli razem na trawie i jedli jagody. Słońce grzało, wiatr nucił lekko, a Mały Miś wiedział, że jego łapy mogą robić bardzo dużo dobrych rzeczy.
Wieczorem, przytulony do mamy, zasnął spokojnie — łapy już marzyły o kolejnych pomocnych gestach.




