Kiedy ktoś był obok

Mały miś Tobik miał miękki szalik w kolorze nieba. Codziennie wieczorem siadał na wzgórku i patrzył na księżyc. Chciał mu dać coś od siebie, więc z papieru złożył małą gwiazdkę. Gwiazdka była krucha i świeciła jak uśmiech.
Tobik niósł swoją gwiazdkę na palcach. Kiedy dotarł na wzgórek, wiatr dmuchnął mocniej. Gwiazdka zatańczyła w powietrzu i spadła do małej kałuży. Tobik poczuł się smutny. Chciał, żeby księżyc miał prezent, a gwiazdka była mokra i cały czas traciła blask.
Obok pojawiła się Pipi, mały zajączek z długimi uszami. Usiadła cichutko i spojrzała na gwiazdkę.
„Może spróbujemy razem?” zapytała.
Tobik wyciągnął łapkę. Pipi delikatnie weszła do kałuży i razem trzymali papier. Gwiazdka powoli wysychała. Pipi przyniosła suchy listek, a Tobik przytrzymał gwiazdkę na palcach. Razem dmuchnęli, żeby przywrócić jej blask.
Księżyc patrzył na nich z góry. Gwiazdka znów zaczęła świecić, ale była już za mała, żeby dolecieć do nieba. Tobik poczuł, że jeszcze czegoś brakuje. Chciał, żeby księżyc poczuł ich ciepło.
Pipi przytuliła się do Tobika. Było ciepło i bezpiecznie. Tobik zrozumiał wtedy, że nie zawsze trzeba dawać coś dużego — ważne, że ktoś jest blisko i dzieli z nami chwilę.
„Może nie poleci do księżyca,” powiedział Tobik, „ale zostawimy ją na wzgórku. Księżyc zobaczy, że ktoś go pamięta.”
Ułożyli gwiazdkę na miękkim mchu i usiedli obok siebie. Patrzyli w niebo, słuchali, jak z trawy dochodzą ciche dźwięki nocy. Księżyc błysnął więcej niż zwykle.
Tobik i Pipi wrócili do domu z uśmiechami. Wiedzieli, że gdy są razem, nawet mała gwiazdka potrafi rozjaśnić wieczór.






