Kiedy kolce nie były straszne

Był sobie mały jeżyk o imieniu Julek. Mieszkał w miękkim mchu pod starym dębem. Julek miał kolce. Były krótkie i błyszczące. Czasem jednak Julek myślał, że kolce są straszne. Bał się, że zrobią krzywdę przyjaciołom. Dlatego często siedział sam i patrzył, jak inne zwierzątka bawią się w ogrodzie.
— Nie chcę, żeby ktoś się zranił — mówił cicho do mamy.
— Twoje kolce są częścią ciebie — odpowiedziała mama łagodnie. — Pomagają ci, a przyjaciołom wystarczy, że będą delikatni.
Pewnego poranka do dębu przyszła wiewiórka Ruda. Miała wielkie orzechy i chciała się z kimś pobawić. Zawołała Julka, ale on się schował.
— Nie przytulę się — powiedział szeptem. — Boję się, że kolce są straszne.
Ruda usiadła i pokręciła ogonkiem. — Możemy się bawić inaczej — zaproponowała. — Zrobimy wieżę z liści. Ty możesz ją podtrzymywać, a ja będę dokładać liście.
Julek zaczął bardzo powoli. Na początku trzymał się z tyłu. Potem wyciągnął nos i pomógł umieścić liście. Ruda układała, a Julek delikatnie podpierał. Wieża rosła. Śmieli się razem, kiedy liście szeleściły.
Po chwili dołączyła sowa Hela. — Mogę was pogłaskać? — zapytała. Julek się zawahał. Hela pochyliła się ostrożnie i dotknęła jego brzuszka. Był miękki i ciepły. Julek poczuł się bezpiecznie.
Kolce nie były straszne. Były częścią Julka, a przyjaciele potrafili być delikatni.
Od tego dnia Julek bawił się z Rudą i Helą. Razem budowali domki z liści, liczyli krople rosy i nauczyli się dzielić przekąski. Julek już nie chował się pod dębem. Wiedział, że przyjaźń i delikatność pomagają, kiedy coś wydaje się inne.
Julek zrozumiał, że być sobą to najpiękniejsza rzecz, a prawdziwi przyjaciele widzą serce, nie tylko kolce.





