Kiedy grzywa tańczyła na wietrze

Błysk był małym źrebakiem o miękkiej, kręconej grzywie. Każdego ranka wstawał z ciekawością, bo stajnia pachniała sianem i jabłkami, a dookoła szeleściły drzewa. Pewnego dnia, kiedy wiatr był lekki i ciepły, Błysk wyszedł na łąkę i poczuł coś nowego.
Kiedy grzywa tańczyła na wietrze, Błysk poczuł wielką radość i zaczął podskakiwać. Chciał dotknąć własnych włosów, żeby sprawdzić, czy to prawda. Biegł, skakał i kręcił się, a grzywa falowała jak mały sztandar. W trawie tańczyły stokrotki, a motyl siadał mu na nosie.
Nagle grzywa zaplątała się w kwiaty i małe gałązki. Błysk zatrzymał się i spojrzał smutno. Nie mógł się ruszyć tak swobodnie jak wcześniej. Poczuł, że robi mu się trochę przykro.
Przyszła do niego Lila, duża i spokojna klacz, która mieszkała obok. Obserwowała Błyska z ciepłym uśmiechem w oczach.
„Nie martw się, mały,” powiedziała Lila łagodnym głosem. „Pomożemy ci.”
Przyszedł też chłopiec Tomaszek z miękką szczotką. Usiadł na trawie i zaczął delikatnie rozczesywać grzywę. Lila stała blisko, żeby Błysk czuł się bezpiecznie. Motylek usiadł na kolanie Tomaszka i patrzył ciekawie.
Błysk wziął głęboki oddech. Cierpliwie czekał, bo szczotka poruszała się powoli i delikatnie. Czasami zamykał oczy i słuchał śpiewu ptaków. Kiedy kilka sukienek kwiatów zostało uwolnionych, uśmiechnął się szeroko.
„Dziękuję,” szepnął. „Lubię, kiedy moja grzywa tańczy.”
Tomaszek zaczął wiązać małe kolorowe wstążeczki, żeby gałązki nie chwytały już włosów. Lila rozprostowała grzywę i potrząsnęła nią lekko. Wiatr znów zawiał, ale teraz grzywa falowała spokojniej, a wstążeczki migotały jak małe gwiazdki.
Błysk nauczył się, że czasem trzeba poczekać i poprosić o pomoc, żeby znów poczuć radość z tańczącej grzywy. Uśmiechnął się do przyjaciół i razem pobiegli po łące, a ich śmiech rozchodził się miękko po trawie. Wiatr igrał z wstążkami, a każdy krok był lekki i bezpieczny.







