Kiedy elf nauczył się czekać

Był sobie mały elf o imieniu Lutek. Mieszkał w miękkiej norce pod wielkim mchem. Lutek lubił sadzić nasionka. Marzył o niebieskim kwiatuszku, który będzie pachniał jak poranne powietrze.
Pewnego dnia znalazł drobne nasionko. Wsadził je do ziemi i podlał delikatnie. Potem siadł tuż obok i patrzył. Chciał, żeby kwiat wyrósł od razu. Kiedy minęła godzina, Lutek zerknął z niecierpliwością. Nic się nie stało.
Wróbelek przysiadł na gałązce i zaświergotał:
– Czekasz na kwiat?
– Tak — odpowiedział Lutek. — Chcę go teraz.
Wiewiórka pobiegała po korze i powiedziała:
– Nasionko potrzebuje czasu. Możesz z nami pobawić się w cienie albo posłuchać deszczu.
Lutek próbował być cierpliwy, ale wciąż wyciągał małą łapkę i szeptał do ziemi. Przyjaciele pomogli mu znaleźć zajęcia. Razem liczyli guziki na starym sweterku, słuchali, jak spadają krople z liścia, i układali piosenki o słońcu. Każdego ranka Lutek podlewał nasionko i głaskał mchem. Każdego wieczoru siadał obok i patrzył na gwiazdki.
Dni mijały. Lutek czasem się złościł, ale nauczył się bawić w oczekiwaniu. Pewnego ranka zobaczył mały zielony listek. Serce mu zabiło szybciej. Listek rósł powoli, a potem zrobił się pąk. Lutek wołał przyjaciół cichutko, aby nie przestraszyć wiatru.
Wreszcie pąk rozkwitł. Na łące stanął najpiękniejszy niebieski kwiatuszek, który pachniał jak poranek. Lutek objął go delikatnie i uśmiechnął się szeroko. Poczucie radości było wielkie, bo warto było czekać.
Podzielili się zapachem kwiatu i siedzieli razem, słuchając szeptu liści. Lutek wiedział już, że czekanie może być spokojnym czasem na małe przygody. Teraz potrafił poczekać z uśmiechem.







