Kiedy Dino nauczył się czekać

Mały Dino obudził się z wielkim uśmiechem. Dziś miał dostać ulubiony liść mango, ale mama powiedziała, że musi jeszcze trochę poczekać, bo liść jest za zielony. Dino skakał po łóżku i merdał ogonem. Nie lubił czekać.
„Chcę teraz!” zawołał.
„Jeszcze chwila” odpowiedziała mama spokojnym głosem. „Pójdziemy na spacer i sprawdzimy chmurki.”
Dino nie był pewien, co to znaczy sprawdzać chmurki, ale poszedł. Na polanie znalazł małą triceratopskę Toskę. Toska też czekała — na zabawę z koleją. Razem zaczęli liczyć chmurki.
„Jeden, dwa, trzy,” liczył Dino, potem dołączyła Toska. Liczyli chmurki, liczyli kamyczki, a kiedy nikt nie patrzył, zrobili domek z liści. Czas mijał szybciej niż Dino myślał. Kiedy wrócili do domu, liść mango był już bardziej żółty. Dino uśmiechnął się szeroko.
„Zjadamy?” zapytał.
„Jeszcze trzeba poczekać, aż będzie miękki,” powiedziała mama. „Możemy razem śpiewać piosenkę.”
Śpiewali piosenkę o słońcu i o małych stopach, a Dino bawił się korą drzew i rysował w piasku. Czekać przestało być nudne. Dino zaczął bawić się z tym, co miał tu i teraz. Czasami wdychał i wypuszczał powietrze, jak robił to tata, kiedy był spokojny.
W końcu mama podała liść. Był już miękki i pachniał słodko. Dino spróbował pierwszy kęs. Liść smakował jeszcze lepiej niż myślał. Uśmiechnął się do mamy i do Toski, która też dostała kawałek.
Dino poczuł, że czekanie przyniosło radość — bo miał czas pobawić się, policzyć chmurki i zaśpiewać piosenkę. Był dumny z siebie. Kiedy następnym razem coś musiało poczekać, przypomniał sobie liczenie chmurek i śpiewanie z przyjaciółmi. Teraz już wiedział, że czekanie też może być miłe.






