Jeżyk i nowy przyjaciel

Jeżyk obudził się, przeciągnął małe kolce i zajrzał w dal. Słońce powoli schodziło za wzgórze, a trawa była jeszcze ciepła od popołudniowego słońca. Jeżyk lubił takie chwile. Cicho stąpał między liśćmi, wąchał zapachy łąki i szukał miejsca, gdzie mógłby posiedzieć.
Nagle zobaczył małe światło, które tańczyło nad koniczyną. Było jak maleńka gwiazdka. Jeżyk podszedł bliżej i usłyszał miękki głos.
– Cześć, jestem Świetlik. Zgubiłem drogę do moich przyjaciół — powiedziało światło.
– Ja jestem Jeżyk — odpowiedział zaskoczony, ale uśmiechnięty. — Pomożesz mi pokazać, gdzie świecić?
Świetlik zawołał radośnie i poleciał nieco wyżej. Razem ruszyli przez łąkę. Jeżyk szedł powoli, a Świetlik migał delikatnym blaskiem. Po drodze spotkali stokrotki, małego robaczka i krzaczki malin. Każde miejsce wyglądało inaczej, gdy świeciło małe światło.
Jeżyk troszkę się martwił, że jest wolny i kolczasty. Myślał, że Świetlik może nie chcieć być jego przyjacielem. Świetlik jednak nie zwracał uwagi na kolce. Siadał na gałązce nad Jeżykiem i świecił tak, żeby było mu raźniej i cieplej.
– Dziękuję, że idziesz ze mną — powiedział Świetlik. — Lubię twoje opowieści o liściach i jagodach.
– A ja lubię twój blask — odpowiedział Jeżyk cicho.
Gdy dotarli na polanę, zobaczyli wiele migoczących światełek. Świetliki krążyły wesoło i witały swego kolegę. Jeżyk usiadł na trawie i patrzył. Świetlik obniżył lot i usiadł tuż przy nim.
Jeżyk poczuł ciepło w serduszku. Miał nowego przyjaciela.
Siedzieli razem jeszcze chwilę. Świetlik opowiadał o nocnych podróżach, a Jeżyk mówił o miękkich liściach i smaku malin. Kiedy niebo stało się ciemne, małe światełka utworzyły koło, a Jeżyk i Świetlik patrzyli na nie spokojnie.
Wiedzieli, że mogą na siebie liczyć — nawet jeśli są różni.
Potem Świetlik odleciał do swoich przyjaciół, a Jeżyk powoli wracał do swojej kryjówki. Myślał o rozmowie i o blasku. Zasnęło mu się lekko, ze świadomością, że jutro znowu znajdzie nowe przygody i może jeszcze więcej przyjaciół.





