Gwiazda, która prowadziła drogę

Był zimowy wieczór. Mała Hania patrzyła przez okno na śnieg i na jasną gwiazdkę, która świeciła wysoko nad wsią. Obok niej siedział Puf, puszysty piesek z kręconym ogonkiem. Hania miała w kieszeni mały drewniany serduszko — prezent dla kogoś, kto lubił śpiew kolęd.
Kiedy zapadł zmrok, Hania wzięła ciepły szal i powiedziała do Pufa:
– Chodźmy, Puf. Pójdziemy do szopki.
Puf zaszczekał cicho i razem wyszli na zaśnieżoną drogę.
Śnieg skrzypiał pod butami. Na niebie gwiazdka błyszczała. Hania nie czuła się sama, bo gwiazdka wydawała się wskazywać drogę. Po chwili spotkali panią Marysię z latarnią.
– Dokąd idziecie, Haniu? — zapytała pani Marysia.
– Do szopki — odpowiedziała dziewczynka. — Gwiazdka pokazuje nam drogę.
Pani Marysia uśmiechnęła się i dołączyła do nich ze swoją latarnią. Wkrótce dołączył pan Józef z saneczkami pełnymi ciastek. Wszyscy szli razem, rozmawiali i nucili cichą kolędę.
Droga była miękka od śniegu, ale przyjaźń i ciepło sprawiały, że było przyjemnie. Gdy dotarli do małej szopki przy starym dębie, gwiazdka zawisła nad nią jak iskierka. Hania postawiła swoje drewniane serduszko obok figurek i poczuła radość.
Wszyscy usiedli w kręgu. Pani Marysia podała kakao, pan Józef rozdzielił ciasteczka, a Puf wtulił się w kolana Hani. Śpiewali cicho kolędy, a gwiazdka nad nimi świeciła jeszcze jaśniej.
Gwiazdka prowadziła ich nie tylko do szopki, lecz także do wspólnego ciepła i życzliwości.
Kiedy nadszedł czas powrotu, każdy niósł ze sobą uśmiech. Hania szła z Pufem u boku i wiedziała, że nawet mały gest — podzielenie się serduszkiem i ciasteczkiem — potrafi sprawić, że świat staje się jaśniejszy. Gwiazdka migotała jeszcze przez chwilę, aż zniknęła za chmurami, a wszyscy rozeszli się do domów, cali i szczęśliwi.






