Elf i tajemnica leśnej polany

Elfik Lulek budził się rano z ciekawością w sercu. Lubił chodzić po lesie i szukać małych tajemnic. Tego dnia dotarł do polany, która zwykle świeciła drobnymi światełkami. Dziś było tam cicho i ciemno.
Lulek usiadł na miękkim mchu i nasłuchiwał. Słyszał tylko liście i oddech wiatru. Zastanawiał się, co się stało. Chciał pomóc, ale nie wiedział jak.
Przyskoczyła wiewiórka Ruda. Miała w pyszczku kilka orzechów.
— Cześć, Lulku — powiedziała. — Też widziałaś, że polana jest smutna?
— Tak — odpowiedział Lulek cicho. — Światełka zniknęły.
Razem obejrzeli każdy kącik polany. Pod liściem znaleźli mały, gładki kamyk. Był ciepły i miał delikatny wzorek. Wiewiórka przypomniała sobie opowieść mamy: kiedyś światełka siadały właśnie na takim kamieniu, żeby odpocząć.
Lulek wziął kamyk do rączek. Był lekki jak ślimak. Nie wiedział, gdzie go położyć. Szukał środka polany, miejsca, gdzie mech jest miękki. Powoli podszedł i postawił kamyk na środku.
Gdy Lulek położył kamyk z powrotem, polana zaczęła delikatnie rozświetlać się od środka. Najpierw pojawiła się jedna iskierka, potem druga. Świetliki wracały jak ptaszki na gałązki. Światło było miękkie i ciepłe.
— Jak dobrze, że się nie poddałeś — zamruczała wiewiórka.
— Cieszy mnie, że to pomogło — uśmiechnął się Lulek.
Przyjaciele usiedli razem na mchu i patrzyli, jak tańczą światełka. Lulek poczuł, że ciekawość i łagodne serce pomogły przywrócić radość polanie. Nikt nie musiał krzyczeć ani biegać. Wystarczyło obserwować, pytać i delikatnie postąpić.
Polana znów była jasna i przyjazna, a Lulek wiedział, że pomagać można małymi czynami. Wrócił do domu, trzymając w pamięci migoczące światełka i ciepło przyjaźni. Wiedział też, że zawsze warto pytać i słuchać, bo razem łatwiej znaleźć rozwiązanie.







