Dzień w warsztacie pełnym zabawek

W dniu, kiedy słońce świeciło spokojnie, Hania odwiedziła ciepły warsztat Mikołaja. W środku pachniało drewnem i pierniczkami. Na półkach stały kolorowe misie, drewniane samochody i małe lalki z uśmiechami. Wszystko wyglądało jak w snach, ale jedno miejsce było ciche — tam leżał mały pociąg, który nie chciał jeździć.
Hania podeszła bliżej. Pociąg miał zgubione kółko. Elf Lutek podniósł je powoli z podłogi i podał Hani. Mikołaj siedział przy stole i uśmiechał się miękko. Nikt się nie spieszył. W warsztacie było ciepło i spokojnie.
Hania wzięła kółko. Czuła trochę zdenerwowania. Chciała pomóc, ale bała się, że zrobi coś źle. Lutek położył swoją maleńką rękę na ramieniu Hani i powiedział cicho:
– Możesz spróbować po swojemu. My pomożemy.
Hania uśmiechnęła się i zaczęła delikatnie wkładać kółko z powrotem. Dłonie miała małe, ale bardzo ostrożne.
Gdy kółko wskoczyło na miejsce, pociąg zatrzepotał i zaczął cicho brzęczeć. Najpierw usłyszano malutkie cyk cyk, potem puf puf, aż w końcu pociąg pojechał po torze. Wszyscy klasnęli rączkami. Hania poczuła wielką radość, bo ofiarowała pomoc i pociąg znów był szczęśliwy.
Mikołaj podał Hani ciepłą herbatkę i kawałek pierniczka. Nic więcej nie trzeba było mówić. W warsztacie zrobiło się jeszcze cieplej. Hania wiedziała, że kiedy ktoś potrzebuje pomocy, warto spróbować. Lutek przytulił pociąg, a Mikołaj położył rękę na ramieniu Hani i uśmiechnął się tak, że wszyscy poczuli spokój.
Na koniec pociąg przejechał jeszcze raz wokół stołu. W warsztacie pełnym zabawek każdy gest dobroci był jak mały cud — wszystko stawało się weselsze. Hania wróciła do domu z ciepłym sercem i obrazkiem pociągu w głowie. Śniła potem o miękkich miśkach i o tym, jak pomagała innym w spokojny, dobry sposób.







