Dzień, w którym wszystko się obudziło

Zosia obudziła się razem ze słońcem. Zasłona poruszyła się jakby ziewając. Zosia przeciągnęła się i usłyszała cichy szept ogrodu.
– Słyszysz? – zapytał ptaszek na parapecie.
– Co się dzieje? – wysapała Zosia.
Za oknem wszystko się poruszyło. Trawa rozprostowała skarpetki rosy, kwiatki wyjrzały z ziemi i przeciągnęły płatki. Kot Filemon podniósł głowę i mruknął. Wtedy Zosia pomyślała, że to chyba nowy dzień.
– Chodźmy na dwór – powiedziała. – Zobaczę, co się obudziło.
W ogrodzie wszystko drżało z radości. Na rabatce mały zajączek Kicuś otarł futerko i pomachał noskiem. W koszyku na stole leżały kolorowe jajka, które babcia pomalowała wczoraj. Jedno jajko potoczyło się cichutko i utknęło wśród gałązek bukszpanu.
– Ojej, nie mogę się wydostać – zamruczało jajko, choć wcale nie mówiło, tylko tak wyglądało. Zosia uklękła. Była drobna, ale bardzo odważna w dobrych sprawach.
– Pomogę ci – powiedziała i delikatnie wyjąła jajko z krzaczków. Kicuś podniósł je łapką i podskoczył z radości.
Po chwili więcej rzeczy wstało do życia. Krople rosy zaczęły perlić się na listkach. Mały ślimak przewrócił się na plecki i poprosił o pomoc. Zosia obróciła go grzecznie na drugą stronę. Ślimak uśmiechnął się śliną.
– Dziękuję – powiedział cichusieńko ptaszek. – Właśnie takie poranki lubimy najbardziej.
Zosia niosła jajka do koszyka. Kicuś skakał obok, a Filemon leniwie przeciągał kocie łapki. Każde stworzonko miało coś, co chciało przywitać: kwiatek pokazał barwy, motylek zatańczył powietrzny taniec, a chmureczka ziewnęła i puściła mały deszczyk tylko po to, by kawałek ziemi poczuł świeżość.
W pewnej chwili Zosia zobaczyła, że koszyk jest jeszcze cięższy. Pod liściem leżało dodatkowe jajko — najmniejsze ze wszystkich. Miało zwykły, biały wzorek. Zosia uśmiechnęła się i delikatnie je wzięła.
– Chcesz się przyłączyć do świętowania? – zapytała, jakby mówiła do przyjaciela.
Jajko chyba się uspokoiło, bo leżało cicho i ciepło. Zosia przytuliła je do serca, potem rozdzieliła wszystkie jajka między swoich gości. Ptaszek wziął jedno dla swoich pisklaków, ślimak posłał uśmiech na pożegnanie, a Kicuś zaniósł jedną pisankę do dziupli w starej jabłoni.
Gdy słońce wspięło się wyżej, ogród był pełen rozmów i małych śmiechów. Zosia usiadła na progu i patrzyła, jak świat wokół porusza się powoli i spokojnie. Każde stworzenie miało miejsce przy stole, a każde jajko znalazło swoje miejsce.
I wtedy Zosia poczuła najcieplejsze uczucie: radość, że mogła pomóc i podzielić się drobnymi skarbami. Wszystko się obudziło, a serce Zosi zrobiło się większe.
Na koniec Filemon wskoczył na kolana, Kicuś skulił się obok, a ptaszek zaśpiewał cichą melodię. Dzień był jasny, spokojny i pełen drobnych cudów. Zosia zamknęła oczy i pomyślała, że jutro obudzicie się razem znów.





