Dzień na zielonym polu

W zielonym polu rano świeciło słońce. Trawa migotała, a wiatr lekko śpiewał między źdźbłami. Na polu pracował mały traktor Tolek. Tolek miał żółte światła i miękkie opony. Lubił rolę i lubił bawić się z przyjaciółmi.
Tego dnia Tolek miał pomóc siać nasiona. Ciągnął mały wózek z ziarenkami. Ptaki skakały wokół, a pies Burek merdał ogonem. Pan Marek szedł za Tolką z konewką i koszem. Wszystko szło powoli i ładnie.
W pewnym miejscu ziemia była bardzo miękka. Koło Tolka zapadło się trochę głębiej. Tolek przystanął i poczuł się smutny. Nie potrafił samodzielnie wysunąć koła.
Pan Marek podszedł i pogłaskał Tolkę po masce.
“Nie martw się, pomożemy ci,” powiedział cicho.
Burek usiadł obok Tolka i przytulił nos do koła.
Kurka Hela przyniosła mały patyk i ułożyła go pod oponą.
Pan Marek przywiązał delikatnie linę do przyczepki. Wszyscy pociągnęli powoli razem z Tolką. Tolek ruszył, krok po kroku. Nie trzeba było się spieszyć. Oddech za oddechem, osoba po osobie, ruch po ruchu.
Kiedy koło wyszło z miękkiego miejsca, Tolek poczuł radość. Pola znów były równe. Nasiona zostały zasiane. Słońce przygrzało i wszyscy usiedli pod drzewem na krótki odpoczynek. Burek zasnął z głową na trawie. Hela podziwiała swoje odbicie w sadzawce. Pan Marek nalał wody do kubków.
Tolek popatrzył na przyjaciół. Czuł ciepło w silniku i spokój w sercu. Tolek poczuł, że z przyjaciółmi zawsze raźniej. Potem znowu ruszyli, powoli i razem, po zielonym polu.






