Dzień na zielonej łące

Na zielonej łące słońce świeciło ciepło. Mały konik o imieniu Kropka przeciągnął się i podniósł główkę. Jego kopytka były jeszcze miękkie, a biały znaczek na czole błyszczał jak mała gwiazdka.
W oddali inne konie biegały wesoło. Skakały przez niskie pagórki i ścigały się za motylami. Kropka spojrzała na nie i poczuła mały strach. Był najmniejszy z foletów i bał się, że pobiegnie za wolno.
– Nie biegnij tak szybko — zawołała młoda klacz Mama Klara. – Zacznij powoli. Pójdziemy razem.
Kropka schowała się za kępką trawy. Przysiadł obok niego mały motylek i usiadł na jego nosku.
– Chodź, pokażę ci, jak się cieszyć łąką — powiedział motylek lekko. – Można wąchać kwiaty, liczyć chmury i biec wtedy, kiedy serce powie.
Kropka wziął głęboki oddech. Powoli wyszedł zza trawy. Przy jednym strumyczku spotkał rówieśnika, folet o imieniu Łatek. Łatek potrząsnął grzywką i uśmiechnął się szeroko.
– Pobawimy się w liczenie motyli? — zaproponował Łatek.
Kropka skinął głową i razem zaczęli liczyć. Raz, dwa, trzy… motyl przysiadł na kwiatku. Krok po kroku Kropka ruszył dalej. Najpierw powolnym krokiem, potem kłusem, aż w końcu poczuł wiatr we włosach i radość w sercu.
Wszyscy zobaczyli, że Kropka dołącza. Nikt go nie poganiał. Każdy czekał na niego, gdy miał ochotę odpocząć. Razem skakali przez małe pagórki, a potem leżeli w trawie i patrzyli na chmury. Kropka odkrył, że z innymi każdy krok jest milszy, nawet jeśli idzie się wolniej.
Gdy słońce zaczęło powoli schodzić, konie ustawiły się w cieniu starego drzewa. Mama Klara przytuliła Kropkę noskiem. Motylek siadł mu na grzywie. Przyjaźń i życzliwość sprawiły, że dzień na zielonej łące był piękny.
Kropka zasnął spokojnie, a łąka już szeptała dobranoc.







