Dzień na słonecznej sawannie

Na słonecznej sawannie mały Leonek przeciągnął się i otworzył oczka. Słońce świeciło ciepło. Chciał się pobawić, a potem zdrzemnąć.
Najpierw pobiegł do akacji. Mama leżała w cieniu i uśmiechała się do niego.
“Chcesz się pobawić?” zapytała.
“Potem chcę drzemkę,” odpowiedział Leonek. “Szukam miejsca w cieniu.”
Pod dużym baobabem stała Zuzia, zebra. Pod krzakiem śpiewał ptaszek Pik.
“Tu jest trochę miejsca,” zaszczebiotał Pik.
“Tylko ja się tam mieszczę,” powiedziała Zuzia i zrobiła miejsce kołnierzem.
Leonek biegał dalej. Jeden cień był zbyt krótki. Inny był pod małym kamykiem i nie dawał spokoju. Czasami znajdował wygodne miejsce, ale tam już ktoś siedział i wyglądał na zmęczonego. Leonek zrobił smutną minkę. Chciał być sam, ale nie chciał też przeszkadzać przyjaciołom.
Usiadł pod akacją i westchnął. Mama podeszła bliżej.
“Możemy posiedzieć razem,” powiedziała miękko. “Ciepło jest milsze, gdy jest z kim się podzielić.”
Zuzia przytuliła się bokiem. Pik usiadł na gałązce nad nimi. Słońce robiło cienie plamkami na trawie. Leonek poczuł, że miejsce robi się przyjemniejsze. Przyjaciele zaczęli liczyć chmury i cicho nucić piosenkę.
Leonek poczuł spokojne bicie serca innych i zasnął z uśmiechem.
Gdy się obudził, wszyscy nadal byli obok. Mama podała mu soczystą trawę do chrupania. Zuzia podzieliła się kawałkiem cienia, a Pik opowiedział zabawną historię o locie nad baobabem.
Wspólny cień i ciepły uśmiech sprawiły, że dzień na sawannie był jeszcze piękniejszy.
Gdy słońce przesunęło się powoli nad horyzont, Leonek przytulił się do mamy. Był spokojny i szczęśliwy. Wiedział, że jutro znów znajdzie cień, zabawę i przyjaciół.




